okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 4/2013 >> Joachim zostawił raka w tyle

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Korespondencja >> 10 000 km po Australii


Joachim zostawił raka w tyle

Łukasz Wysocki
Góra Kościuszki. Regulamin nie pozwala na wjazd na szczyt na rowerach. Ale dopięli swego i niektóre części znalazły się z nimi na najwyższym punkcie Australii

W marcu zakończyła się niezwykła wyprawa rowerowa po Australii. Joachim Czerniak z podpoznańskiej Mosiny osiągnął zamierzony cel i pokonał o własnych siłach zaplanowane 10 tysięcy kilometrów. Dystans, który miał być ostatecznym dowodem na zwycięstwo nad nowotworem.

Kiedy kilka lat temu leżał na szpitalnym łóżku, taka podróż wydawała się abstrakcyjnym pomysłem. Przeszedł zabieg usunięcia guza mózgu, ale w wyniku powikłań doszło do paraliżu kończyn dolnych. Lekarze ostrzegali, że być może już nigdy nie wstanie z wózka inwalidzkiego. Niby wiedział, że musi walczyć, że czeka go rehabilitacja, chemioterapia, że to wszystko może dać efekt w postaci poprawy zdrowia, ale… Wtedy widział tylko szpitalny sufit. Tata powtarzał mu co prawda, że jeszcze kiedyś pojadą w daleką podróż, ale słuchał go, nie do końca w to wierząc. Wtedy rozpoczęła się mozolna rehabilitacja. Dzień w dzień, godzina po godzinie, monotonne powtarzanie tych samych ćwiczeń. Tata masował mu nogi, zginał w kolanach, a Joachim cierpliwie się temu wszystkiemu poddawał. Mimo bólu i braku pewności, że to cokolwiek da. Ale wkrótce pojawiły się pierwsze efekty, które zmobilizowały go do dalszego wysiłku. Także do rehabilitacji na rowerze. Bo choć nie mógł jeszcze swobodnie chodzić, to specjalistyczny rowerek przymocowany do szpitalnego łóżka pozwalał na pedałowanie na leżąco. Później, gdy już był w zdecydowanie lepszej formie, jazda na rowerze stała się podstawową formą rehabilitacji. Codziennie kilkadziesiąt kilometrów, najpierw w okolicach domu, później w czasie wyprawy nazwanej „Ostatni trening”, która była przygotowaniem do australijskiej eskapady.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: All For Planet