okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 6/2008 >> Masa Krytyczna w wersji second

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Styl życia >> wirtualny świat


Masa Krytyczna w wersji second

Filip Springer/Philipus Dezno
Rotterdamski rynek z holenderskimi „damkami”. Tyle że nikt na nich nie jeździ, bo nie bardzo jest gdzie.

Wyobraź sobie, że z ulic holenderskich miast zniknęły wszystkie rowery. Wyobraź sobie, że nowiutki rower w sklepie kosztuje równowartość 3 złotych. Wyobraź też sobie, że nawet jeśli wpadniesz pod tramwaj, nic ci się nie stanie. To jest dopiero życie! Drugie życie.

Nazwiska się podobno nie wybiera. Mi przydzielili jakieś takie… francuskie
– Dezno. Niech już będzie. Nie znam swoich rodziców, wielki brat Linden zrzucił mnie po prostu z niebios na wirtualny bruk. Całe szczęście, dali mi spodnie i jakąś bluzę. Ostatni raz, gdy logowałem się do „Second Life”, przez kilka pierwszych dni paradowałem nago. Nie odkryłem bowiem opcji „ubierz się”. Ale to i tak nic w porównaniu z kobietą, którą poznałem wtedy w wirtualnym Krakowie. Ona była naga i jeździła na miniaturowej krowie. Chciałbym ją kiedyś jeszcze odnaleźć… Ale do rzeczy, przybyłem tu w końcu, by sprawdzić, czy w największej sieciowej grze komputerowej da się pojeździć na rowerze.

Naprawdę drugi
300 tysięcy, 900 tysięcy, 5 milionów, niektórzy podają, że nawet
8 milionów ludzi gra w „Second Life”. Gra dostępna jest na całym świecie za darmo. Wystarczy wejść na stronę internetową, zarejestrować się i pobrać stamtąd plik z grą. Po chwili można być kim się chce i gdzie się chce w wirtualnym świecie.
Codziennie do gry loguje się 20 tysięcy nowych użytkowników. Część, tak jak ja, z czystej ciekawości, inni z nudów i dla zabawy, gdy zaczną, nie mogą już skończyć. Jeszcze inni „Second Life” potraktowali jako sposób zarabiania pieniędzy. Szacuje się, że w ciągu doby przez „Second Life” przechodzi około 300-400 tysięcy dolarów amerykańskich. W skali roku jest to ponad 100 milionów dolarów. Jak to możliwe? Po prostu walutą obowiązującą w grze są linden dolary, czyli lindeny. 1000 lindenów jeszcze w lipcu kosztowało 7,80 złotego, a kurs jest regulowany prawami rynku. Zanim poszukam więc rowerzystów, idę do jednego z kantorów znajdujących się przy wirtualnym wrocławskim rynku. Ostrożnie kupuję 1000 lindenów, płacę za pośrednictwem internetowego przelewu i ruszam na zakupy.

Seks czy rower?

Żeby zobaczyć rowerowe oblicze „Second Life”, muszę przecież zaopatrzyć się w rower. Wpisuję w teleportacyjną wyszukiwarkę (między poszczególnymi miastami, bądź innymi miejscami mogę się przemieszczać za pomocą teleportu, oszczędzając czas) hasła, takie jak „sklep rowerowy”, „rowery”, „cycling”, „bicycles”. Kilka razy trafiam na link do ciekawego miejsca, po teleportacji okazuje się, że to kolejna jaskinia wirtualnych uciech dla dorosłych. To się musiało tak skończyć, gdy do linden świata weszły duże pieniądze, znaczna ich część od razu została wchłonięta przez rynek pornografii. Choćby wirtualnej.




Zdjęcie: LINDEN LAB

skomentuj ten artykuł

Komentarze


28-02-2012 2:28 JwtdbmSocWAxalYo
Najgorszy ten yuuotbe filmiki wypadkow, zbrodni i krecace tylkami laski.A merytorycznie opisujesz internet, demand driven tool. Wlasnie widze gola babe w reklamie na AW serwowana przez Google. Agencja olicom.pl. | </a>