okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 2/2013 >> 2/2013 >> Polowanie na słonie

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Korespondencja >> w sercu Czarnego Lądu


Polowanie na słonie

Michał Sałaban
W Afryce warto zjechać z asfaltu

W porze deszczowej szczyt Kilimandżaro skrywają chmury. Nawet gdy niebo nad równinami czyści się z obłoków, wielka góra pozostaje schowana tak dokładnie, że można by przejechać obok nieświadomym obecności jej masywnej sylwetki. Gdy docieram do jej podnóża, mija dokładnie rok, od kiedy opuściłem dom.

Kolejnego ranka, jakby w nagrodę za trudy, mogłem zobaczyć ośnieżony szczyt Afryki w pełnej krasie, a nawet zrobić sobie z nim zdjęcie. Potem kurtyna opadła ponownie, a ja zawróciłem w stronę Nairobi. Przez północne krańce Stepu Masajów i Wzgórza Ngong, znane z powieści Karen Blixen, wjechałem do stolicy. Dobrze jedząc i wypoczywając, oczekuję tam na przylot Michała. Od miesięcy mój imiennik opóźniał swoje przybycie, ciężko pracując na swoją wielką przygodę. W końcu kupił bilet i dalej pojedziemy razem.
Jazda rowerem przez Nairobi to nie jest wymarzone przywitanie z Afryką. Ja już wiedziałem, co się święci, ale Michał wyglądał na mocno zaskoczonego. Na domiar złego, w mieście wybuchła bomba, kompletnie paraliżując ledwo przesuwający się ruch uliczny. Po kilku godzinach przedzierania się przez absolutnie zakorkowane miasto kierujemy się od razu pod prysznic i zmywamy z siebie imponujące pokłady ulicznego kurzu. Na szczęście dalsza droga wiedzie przez herbaciane wzgórza, póki ponownie nie trafimy na główną drogę. Kenia nie rozpieszcza rowerzystów. W stronę Ugandy biegnie jedna droga i oczywiście korzystają z niej wszyscy, w tym setki ciężarówek zdążających do Ugandy i Rwandy. Mimo pięknych widoków na zjeździe do Wielkiego Rowu Afrykańskiego i spotkania z zebrami oraz guźcami na jednym z biwaków, ciągły hałas silników bardzo nas męczy.
W Nakuru udaje się w końcu odbić z głównej drogi i wspiąć na imponujące wysokości w okolicach 2000 metrów. Tam też mniej jest ludzi i łatwiej o zaciszne miejsce pod namiot. I tam też zaskakuje nas bardzo nieafrykański poranek, gdy z namiotów wychodzimy wprost w gęstą, zimną mgłę. Szybko jednak wracamy do rzeczywistości. Podczas zjazdu temperatura wzrasta dramatycznie i po godzinie smażymy się na słońcu. Będąc znów na głównej drodze, nie marnujemy czasu. Nocując w Eldoret i Kitale, w końcu docieramy do kresu asfaltu.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Michał Sałaban