okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 1/2013 >> Pawie ogony i pomnik Lenina

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Lubelszczyzna – kraina Lewarta


Pawie ogony i pomnik Lenina

Norbert Skrzyński
Kuba, arystokrata wśród ptaków, jeden z kilkunastu pawi mieszkających w parku pałacowym w Kozłówce

To jeden z tych wyjazdów rowerowych, który miał szansę nigdy nie dojść do skutku. Przekładany od wakacji, wielokrotnie skracany i modyfikowany, ostatecznie przyjął formę jednoosobowej wycieczki krajoznawczej. W krainie Lewarta, a ostatecznie na Płaskowyżu Nałęczowskim, Wysoczyźnie Lubartowskiej i w Lublinie, postanowiłem pożegnać zimę.

Podróż rozpocząłem o świcie, odjeżdżając z Warszawy pociągiem w stronę Lublina. Elektryczny skład Kolei Mazowieckich do Dęblina jechał nieco ponad dwie godziny. W podróży towarzyszyło mi kilku przemiłych panów, umilających sobie drogę do pracy grą w tysiąca. Widać, że robią to od lat i znają się jak łyse konie, szkoda tylko, że adaptując przedział dla podróżnych z większym bagażem na potrzeby karciarni, nie krępowali się palić w nim papierosów. Na szczęście w Pilawie pociąg się zepsuł, przeniosłem się więc do innego składu. Tak oto poznałem pana Zygmunta z Samogoszczy. Rozmawiało się nam na tyle przyjemnie, że mój nowy towarzysz przegapił swoją stację. Nie był to jednak zbyt duży problem, gdyż pan Zygmunt też jechał z rowerem. 73-latek zaskoczył mnie wyznaniem, że codziennie pedałuje 150 kilometrów i to od dawna, a prawo jazdy wyrobił sobie dopiero przed sześćdziesiątką, gdyż wcześniej „nie chciał być stangretem rodziny”. Opowiadał o swoim wielkim marzeniu – podróży nad Bajkał. Ma w domu mnóstwo przewodników i map po Rosji. Planował w trzy miesiące przejechać 6000 kilometrów. Całkiem realny plan – pomyślałem – zważywszy, że wyglądał na człowieka pełnego sił i zapału. Oj, rozmawiało nam się bajecznie. Pan Zygmunt sypał anegdotami jak z rękawa. Choćby o tym, jak lata temu przez lornetkę podglądał bażanty. Nie zauważył, że jest na poligonie, a obok czołgają się żołnierze. Skuli go, rower rozebrali do śrubki, szukali zdjęć szpiegowskich. Mówił też, że czyta „Rowertour”, z którego czerpie inspiracje do podróży po Polsce.
Z pociągu wysiadłem tuż za Nałęczowem, w Sadurkach. Miejscowość powinna trafić do przewodników jako żywy skansen minionej epoki. Tu czas zatrzymał się pod koniec lat 80.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Norbert Skrzyński