okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 1/2013 >> I w niebie, i w piekle

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Styl życia >> wiara i rower


I w niebie, i w piekle

Piotr Ejsmont
W Częstochowie przez lata organizowany był wyścig o Wielką Nagrodę Przeora Klasztoru na Jasnej Górze

Częstym obrazkiem na starcie jest widok robiących znak krzyża kolarzy, którzy w ten sposób oddają się pod boską opiekę, by nic złego nie stało się im podczas wyścigu. Po dotarciu do mety znowu się żegnają, dziękując Bogu. Związki kolarstwa z religią są tak stare, jak samo kolarstwo.

Już w 1894 roku papież Leon XIII zaczął korzystać z rowerów w swojej pracy w ogrodach Watykanu i zalecił księżom, aby postępowali tak samo. Potem jednak pojawiły się pewne trudności. W 1896 roku dwójka francuskich pasjonatów kolarskich zdecydowała się zorganizować pierwszy wyścig na trasie z Paryża do Roubaix. Wymyślili sobie, że wyścig odbędzie się w Wielkanoc. Pojawiły się jednak głosy krytyki, szczególnie z rejonów Roubaix, że w ten sposób kolarze nie będą mogli uczestniczyć w mszy świętej. By już na samym początku nie zrażać sobie publiczności, organizatorzy dyplomatycznie ogłosili, że zamówili specjalną poranną mszę dla kolarzy, która miała się odbyć w oddalonej o 200 metrów od linii startu kapliczce. Nastroje zostały uspokojone, chociaż wiarygodny świadek tego wydarzenia, dziennikarz Victor Breyer, oświadczył potem, że w ostatniej chwili msza została odwołana, bo nikt na nią nie przyszedł. Start wyścigu wyznaczono na godzinę 5.30. By pójść na mszę, kolarze musieliby wstać wcześnie rano.
Na początku XIX wieku największą gwiazdą kolarstwa torowego był amerykański czarnoskóry sprinter „Mayor” Taylor. Dosyć długo próbowano ściągnąć go na cykl zawodów do Europy. Kuszono go wielkimi zarobkami za sam udział w wyścigach, ale Taylor uporczywie odmawiał. Francuskie gazety pisały, że odrzuca on 15 tysięcy dolarów, bo nie chce się ścigać w niedzielę! Po śmierci matki Taylor stał się bezkompromisowym babtystą. Na łożu śmierci przyrzekł jej żyć zgodnie z zasadami wiary. W rezultacie, od 1898 roku kategorycznie odmawiał jakichkolwiek startów w niedzielę, dniu, w którym można tylko wypoczywać. Dopiero gdy Francuzi dopasowali program zawodów do jego oczekiwań, Taylor przyjechał do Europy i pokonał wszystkich. Jednak nie potrafił dobrze zainwestować zdobytej fortuny.
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Joanna Ejsmont