okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> 12/2012 >> My się zimy nie boimy

poradniki

Palcem po mapie

Błądzić jest rzeczą ludzką, jednak zagubienie podczas wycieczki rowerowej jest w stanie zburzyć radość, którą czerpiemy z jazdy.... »

Od drewna do karbonu

Nie ulega wątpliwości, że koło to jeden z najistotniejszych wynalazków ludzkości. Od tysięcy lat znajduje zastosowanie niemal we... »

Na szlaku >> Wyżyna Śląsko-Krakowska


My się zimy nie boimy

Michał Książkiewicz
Dolinę Białej Przemszy opuszczamy szosą na Jangrot

W najmroźniejszy weekend ostatniej zimy udaliśmy się na trzydniową wycieczkę po urozmaiconym terenie pagórkowatym, zwanym przez geografów Wyżyną Śląsko-Krakowską. Podczas pokonywania 180-kilometrowej trasy odwiedziliśmy aż osiem różnych regionów geograficznych, położonych w dorzeczu trzech wielkich polskich rzek – Wisły, Odry i Warty.

Umownym miejscem początku tej niecodziennej przygody była wiata leśna w Cieszowej, wyposażona w zadaszenie i solidne palenisko. Tę podszytą wiatrem altanę obraliśmy jako przyczółek cywilizacji, zabezpieczający nasz pierwszy nocleg. Do wiaty zjechaliśmy się z różnych regionów kraju. Niektórzy pokonali tego dnia prawie 200 kilometrów, odwiedzając przy okazji wiele różnych gmin i powiatów! Nasza trzyosobowa grupka poszła nieco na łatwiznę i większość dystansu z Poznania pokonała pociągiem, z którego wysiedliśmy w Lublińcu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że z wagonów wysiedliśmy o godzinie 21, a na termometrze było minus 12 zamiast zapowiadanych minus 4 stopni Celsjusza.
Przed wyjazdem oczywiście drobiazgowo rozeznałem temat warunków na szlakach i w ostatniej chwili założyłem opony z kolcami. Już na pierwszych metrach peronu przekonałem się, że była to najlepsza decyzja ostatnich dni – krajobraz przysypany był świeżym śniegiem, pod którym miejscami czaiła się warstwa lodu. Najlepsze miało dopiero nastąpić. Lubliniec położony jest bowiem w dorzeczu Małej Panwi, która jest prawym dopływem Odry. Z kolei nasza wiata leży już w dolinie Liswarty, będącej dopływem Warty. Oba te obniżenia rozdziela łańcuch pagórków, zwany Progiem Woźnickim. Te pagórki są bardzo niskie, ale na tyle wysokie, aby zapewnić moc wrażeń podczas jazdy nocą po oblodzonych koleinach. Już pierwsze kilometry przekonały nas, że to będzie wyjazd inny niż wszystkie. Na drodze co rusz pojawiały się różnego rodzaju trudności: grube odłamki lodu, wyślizgane do połysku niecki po zamarzniętych kałużach, a nawet zaspy śniegu. Na szczęście nasze reflektory wypalały egipskie ciemności z mocą tysiąca lumenów i te niespodzianki nie wynurzały się z mroku nocy w ostatniej chwili.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Michał Książkiewicz