okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 6/2008 >> Wśród gór i fiordów

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Szwecja i Norwegia


Wśród gór i fiordów

Michał Sitarz
Norwegia. Pozostałości po lawinie, która zeszła poprzedniej nocy przy drodze Gamle Strynefjellsvegen

Jak dla większości rowerzystów, Skandynawia stała się celem naszej podróży w sposób bardzo naturalny. Zachęcani bezkresnymi obszarami dziewiczej przyrody, brakiem jakichkolwiek niebezpieczeństw, zarówno zdrowotnych, jak i tych ze strony innych ludzi, wyruszyliśmy w drogę.

Skandynawia miała być dla nas także odmianą od nieustannie prażącego słońca towarzyszącego nam podczas podróży przez Bałkany w 2006 roku. Co mogło odstraszać – to jedynie perspektywa wysokich cen, jeszcze wyższych podjazdów i niegościnnego klimatu.
Wyruszamy 29 czerwca 2007 roku. W Świnoujściu jesteśmy późnym popołudniem. Odbieramy karty pokładowe na prom i ruszamy na podbój centrum. Krótka przeprawa promowa, szybkie zakupy, wymiana pieniędzy. Napotkani w Świnoujściu ludzie okazują się niezwykle życzliwi, ciekawi naszego ekwipunku i celu podróży.
– Dziadku, co to? – pyta wnuczek, pokazując przyczepkę. – Łódkę wiozą – odpowiada bez wahania dziadek. Jedna z pań stwierdza, że taka przyczepa przydałaby się jej do przewożenia zakupów. Na promie pasażerowie – nasi rodacy – nieustannie się odstresowują piciem piwa. Następnego dnia o świcie nasz prom relacji Świnoujście – Ystad przybija do szwedzkiej ziemi.

Przez Szwecję w deszczu i słońcu
Na dzień dobry Skandynawia daje próbkę swoich hydromożliwości: potężne opady deszczu, jakby na pokład promu wylewano cysterny z wodą. Jednak po niedługim czasie chmury rozchodzą się i już tylko lekko siąpi. Pogoda jest zmienna: słońce, krótka burza, słaby deszcz i deszcz bardzo obfity. Hit dnia: w deszczu wjeżdżamy do miasteczka Harlosa i zatrzymujemy się przy przydrożnym sklepiku, pod zadaszeniem z pasiastego materiału. Dobre schronienie, mogłoby się zdawać. Nie mijają jednak dwie minuty i oto widzimy, jak daszek, zintegrowany z terkoczącym elektrycznym mechanizmem, składa się i deszcz leje się prosto na nas. Przenosimy się pod zadaszenie pobliskiej stacji benzynowej. Daszek oczywiście wraca do pozycji wyjściowej. Jak się – na szczęście – okaże, będzie to jedyny nieprzyjemny incydent w trakcie całej naszej wyprawy. Oby tylko takie „nieprzyjemności” spotykały nas podczas podróży!
Na wstępie pierwsza ważna uwaga: to, że jest się na Północy, nie oznacza, że słońce jest niegroźne. Przekonaliśmy się o tym już pierwszego dnia. Po przejściu nawałnicy wyjrzało piękne słońce i porządnie nas spiekło – oczywiście nieco zbagatelizowaliśmy sprawę i krem z filtrem zastosowaliśmy za późno. Mądry Polak po szkodzie.
Kilkaset kilometrów na północ od Ystad rozciągają się naprawdę sielskie krajobrazy: piękne lasy, łąki i jeziora. Teren idealnie nadający się do jazdy na rowerze, łagodnie pofałdowany, z dużą liczbą zakrętów, za którymi nigdy nie wiadomo, co się zdarzy.

Więcej: czytaj w magazynie „Rowertour”



Zdjęcie: Michał Sitarz