okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 12/2012 >> 12/2012 >> Głowy nie odcięli, roweru nie ukradli

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Wyprawa numeru >> z Las Vegas do Meksyku


Głowy nie odcięli, roweru nie ukradli

Piotr Strzeżysz
Słynna Highway 66

– Gdzie jedziesz? Do Meksyku? Człowieku, zawracaj, przecież tam ci głowę utną, rower zabiorą, porwą dla okupu albo w najlepszym razie rozbiorą cię do naga i zostawią samego na pustyni!

Stoję pod sklepem na  przedmieściach amerykańskiego miasteczka, zaraz przy słynnej Route 66, łączącej Chicago z Kalifornią, o której śpiewali Nat King Cole i Rolling Stones, a w miastach położonych przy niej kręcono słynne filmy („Urodzeni mordercy”, „Swobodny jeździec”, „Znikający punkt”, „Konwój”, „Bagdad Café”). Rozkoszuję się zimną colą i patrzę na tęgawą kobietę, kreślącą przede mną znak krzyża. – Niech cię Bóg błogosławi! No i koniecznie ubezpieczenie sobie wykup, a najlepiej to wracaj z powrotem do Las Vegas.
Pociągam ostatni łyk zimnego płynu i siadam na rower. Wracać nie mogę, bilet powrotny kupiłem z Guadalajary w Meksyku, a to już po drugiej stronie granicy. Chcąc nie chcąc, wbrew przestrogom i apokaliptycznym telewizyjnym newsom, pokazującym płonące ciężarówki i odcięte meksykańskie głowy, jadę uparcie na południe.
Podróż zacząłem tam, gdzie skończyłem pół roku wcześniej, czyli w Las Vegas. Niekoniecznie chciałem wracać do Stanów, ale miałem ochotę pojechać do Meksyku. A że akurat udało mi się znaleźć bilet za dobrą cenę na lot do stolicy hazardu (skąd już do Meksyku niedaleko), skorzystałem z okazji i poleciałem. Tym razem za przewóz roweru nie zapłaciłem nawet złotówki. Może dlatego, że miałem tylko jeden bagaż – kartonowe pudło, do którego poza rowerem wrzuciłem też namiot, karimatę i kilka najpotrzebniejszych drobiazgów. Szczerze mówiąc, nawet nie zdążyłem wyjąć bagażu z pudła po powrocie z Gruzji, skąd wróciłem trzy dni wcześniej. Kupiłem tylko nową taśmę klejącą, zalepiłem karton i pojechałem na lotnisko.
Z Las Vegas odebrał mnie Cindy, znajomy, u którego mogłem się zatrzymać na kilka dni i przestawić na lokalny czas i lokalne temperatury. Osiem godzin różnicy i 40 stopni Celsjusza w cieniu. Do nowej strefy czasowej przyzwyczaiłem się względnie szybko, o wiele trudniej przyszło znosić upały, zwłaszcza że czekały mnie po drodze tereny pustynne, gdzie o cień było dość trudno.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Piotr Strzeżysz
 

Parse error: syntax error, unexpected end of file, expecting variable (T_VARIABLE) or ${ (T_DOLLAR_OPEN_CURLY_BRACES) or {$ (T_CURLY_OPEN) in /home/kruszonaol/ftp/rowertour/panel/bbclone/var/access.php on line 164