okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> 12/2012 >> 12/2012 >> Renifer… by się uśmiał

poradniki

Palcem po mapie

Błądzić jest rzeczą ludzką, jednak zagubienie podczas wycieczki rowerowej jest w stanie zburzyć radość, którą czerpiemy z jazdy.... »

Od drewna do karbonu

Nie ulega wątpliwości, że koło to jeden z najistotniejszych wynalazków ludzkości. Od tysięcy lat znajduje zastosowanie niemal we... »

Styl życia >> lapońskie lato 1987


Renifer… by się uśmiał

Bruno Koper
Spotykam pierwsze stado apatycznych reniferów

Wcześnie rano wysiadłem na zimnym bezludziu. Dworzec kolejowy w Rovaniemi świecił pustkami, tylko wąż wagonów pociągu nr 61 z Helsinek ozdabiał pustynny plener. Był lipiec 1987 roku i byłem pewny, że w Laponii znajdę to, czego szukałem: ciszę, pustkę, chłód i – mimo lata – Świętego Mikołaja.

Dla Finów Rovaniemi jest miastem symbolem. Spalone i zrównane z ziemią przez uciekających Niemców w 1944 roku, zostało odbudowane według planów architekta Alvara Aalto. Rzeczywistość tymczasem okazała się nieco inna. Rovaniemi widziane z siodełka roweru wydało mi się konglomeratem poukładanych bez fantazji, ceglanych budynków. Pedałując przez miasto czystymi ulicami, próbowałem wypatrzyć jakąś oryginalną myśl urbanistyczną, bo słynny plan miasta w kształcie rogów renifera widoczny był tylko z... nieba. Za to Rovaniemi od lat już szczyciło się tym, że jest miejscem zamieszkania Świętego Mikołaja. Właśnie stąd wyruszają zaprzężone w renifery, sanie wypełnione prezentami.
 Kemping znajdujący się po drugiej strony rzeki Ounaskoski dysponował wszystkimi wygodami i wspaniałym widokiem na nieciekawe miasto. Po wodzie z silnym prądem płynęły kłody ściętych pni, tworząc luźne tratwy wiążące się i rozwiązujące gwoli przypadku rzecznych wirów. Rozpocząłem samotną wyprawę oświetloną słońcem drogą, która miała mnie zaprowadzić na Nordkapp, położony około 700 kilometrów stąd. Do Rovaniemi planowałem wrócić za dwa tygodnie.
Kilka kilometrów za miastem spotkałem pierwsze stado reniferów, które spokojnie spacerowało po asfalcie. Podobnie jak indyjskie święte krowy, lapońskie renifery cieszą się nietykalnością, mimo że obecność wałęsających się środkiem jezdni kuzynów naszych jeleni stale zagraża bezpieczeństwu kierowców. Pedałowałem ostrożnie, dosłownie ocierając się o ich zamszowe poroża. Renifery okazały się  najwierniejszymi towarzyszami moich wysiłków – na pustynnych drogach Finlandii i Norwegii spotykałem je o wiele częściej niż ludzi.
Miałem więc dokładnie to, czego pragnąłem: wspaniałą samotność w dziewiczym krajobrazie, a wokół szosy – niekończące się sosnowe lasy. Tylko Świętego Mikołaja ani śladu.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Bruno Koper