okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 12/2012 >> Na autobus czekalibyśmy do wiosny

nowości

SPD klasycznie

Ci, którym nie w smak sportowe, plastikowe i ekstrawaganckie modele, znajdą w ofercie włoskiego producenta prawdziwą perełkę, jeśli... »

Minimalistyczny i dynamometryczny

Klucze dynamometryczne zwykle są na tyle duże, że nie da się ich zabrać ze sobą w podróż. Niemiecka marka Topeak znalazła jednak na to... »

Truskaweczka

Polska marka Martombike zaprezentowała w kolekcji na 2019 rok damską, bardzo dopasowaną koszulkę kolarską z delikatnym, ale wyraźnym... »

Elektroniczna dwunastka „Campy”

Campagnolo – włoski producent osprzętu do rowerów szosowych wprowadza w końcu elektroniczny wariant swojej topowej, 12-rzędowej... »

Siodełko dedykowane

Rozbawił mnie jeden z producentów siodełek rowerowych – znana i szanowana marka San Marco, która zaprezentowała siodełko... »

Panzerna wkładka

Na polskim rynku pojawiła się właśnie hiszpańska marka Panzer, specjalizująca się w produkcji elastycznych wkładek do opon. Produkt... »

poradniki

Świadoma jazda

Obok lampki i dzwonka to najczęściej montowany element na kierownicy roweru. Wskaże prędkość, przejechany dystans i niekiedy nawet drogę do... »

Jak efektywnie wykorzystać wspomaganie

Pamiętamy, jak to było, gdy uczyliśmy się jazdy na rowerze. Jedni wcześniej, inni później, ale wszyscy zaczynaliśmy z podobnymi... »

Korespondencja >> Ziemia Ognista


Na autobus czekalibyśmy do wiosny

Adela Tarkowska
Wjazd do El Chalten, widok na Fitz Roy

Coraz częściej rano z namiotu zeskrobujemy szron, a mój śpiwór nie jest w stanie dłużej zapewnić mi ciepła. Zaczynam spać we wszystkich ubraniach, które mam, a i tak całe noce trzęsę się z zimna. Lodowaty wiatr wysmagał mi twarz, a dłonie popękały do krwi.

Po piętnastu miesiącach pedałowania przez Afrykę wreszcie dotarliśmy na nowy kontynent. Pełni entuzjazmu, zapału i rządni kolejnych wyzwań, postanowiliśmy rozpocząć naszą następną przygodę od południowego krańca Argentyny, czyli od Patagonii. Wiem, wiem, czytacie to w grudniu, a ja w kolejnym akapicie cofam czas do marca. To celowe, nie chcę o patagońskiej zimie opowiadać wiosną czy latem. Chcę, abyście popijając herbatę i trzymając w zmarzniętych dłoniach magazyn, poczuli, że było, oj było, naprawdę ciężko.
Mamy więc marzec, w Europie nastała już wiosna, a w Argentynie zaczęła się właśnie jesień. Wielu ostrzega nas, że zima zbliża się wielkimi krokami, że pchamy się w tarapaty i nie zdajemy sobie sprawy, na co się piszemy. Inni mówią zaś, że teraz właśnie wiatry nie będą tak silne jak latem, że mamy jeszcze trochę czasu do nadejścia zimy, i że jeśli znajdziemy się jak najszybciej na południu i ruszymy na północ, będziemy mieć zimę za plecami i powinniśmy dać radę przed nią uciec. Rozważając długo wszystkie za i przeciw, uznajemy, że wielką stratą byłoby wyjechać z Argentyny, nie zobaczywszy Patagonii – krainy gór, jezior, rozległych pustkowi oraz lodowców. Pełni nadziei, że może poszczęści nam się z pogodą i mrozy nadejdą później niż zwykle, postanawiamy spróbować.
Początek kwietnia zastaje nas w Ushuai, malowniczej miejscowości położonej na południowym krańcu Argentyny, na obszarze Ziemi Ognistej. Ushuaia powszechnie znana jest jako fin del mundo, czyli koniec świata. Trudno się dziwić tej nazwie, jest to bowiem najdalej na południe wysunięte miasto na naszej planecie. To stąd organizuje się wypady na Antarktykę i to tu kończą swą podróż liczni rowerzyści przemierzający kontynent południowoamerykański.
Już na wjeździe do miasta Patagonia nie pozostawia nam żadnych złudzeń i wita pierwszym w tym roku śniegiem! To dla nas szok i spore zaskoczenie.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


 



Zdjęcie: Adela Tarkowska i Krzysztof Józefowski