okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 6/2008 >> W krainie bunkrów i nietoperza

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Pszczewski Park Krajobrazowy


W krainie bunkrów i nietoperza

Ewa Nowaczyk
Zejście do podziemi na półtoragodzinny spacer

Poza spokojem i ciszą, Pszczewski Park Krajobrazowy chyba już
zawsze będzie mi się kojarzył z wyjątkowo jadowitymi
komarami. Jednak warto tu przyjechać nie tylko po to, aby
poszaleć na dwóch kółkach, ale też zobaczyć jeden z największych obiektów paramilitarnych Europy – Międzyrzecki Rejon Umocniony.


Odwiedzam tę okolicę średnio raz na dwa lata, zazwyczaj w maju (to niestety chyba komarowa pora), i za każdym razem późnym popołudniem trzeba wiać znad wody i z lasów, bo te latające bestie są w stanie doprowadzić do szaleństwa nawet najbardziej odpornych na „uroki” owadziego towarzystwa. Tak było i tym razem, dlatego też zmodyfikowałam pierwotne zamierzenia i zrezygnowałam z objechania trzcielskich jezior – uniknęłam dzięki temu wody, nad którą prawdopodobieństwo spotkania się z tymi skrzydlatymi „gryzoniami” dramatycznie wzrasta.
Wycieczki po Pszczewskim Parku Krajobrazowym nie wymagają szczególnego przygotowania technicznego ani kondycyjnego. Lokalne asfalty są – przynajmniej w dni wolne od pracy – raczej mało ruchliwe, więc z powodzeniem można je wykorzystywać przy planowaniu wycieczek. Dla urozmaicenia warto czasem zjechać z szosy, ale osoby, które nie lubią piachów, powinny unikać polnych dróżek, bo zdarza się, że zmieniają się one w prawdziwe wydmy. Nawierzchnia większości leśnych duktów nie stwarza problemów, choć jak wszędzie, tak i tu można od czasu do czasu natrafić na piasek.
Dysponowałam, niestety, dość starą mapą – dziesięcioletnią, ale nowszej podczas trzydniowego pobytu w weekend majowy nie udało mi się kupić, co było mocno zaskakujące, bo przecież to region nastawiony na turystykę. Piszę o tym dlatego, że szlaki biegnące w terenie w żaden sposób nie odpowiadały temu, co miałam na mapie, więc żeby jechać zgodnie z założonym planem i się nie zgubić, trzeba było dobrze czytać mapę. Sądzę, że nowsze mapy są bardziej kompatybilne z rzeczywistością, ale głowy sobie za to uciąć nie dam. Nawiasem mówiąc, oznakowanie szlaków, zarówno pieszych, jak i rowerowych, pojawiało się nagle i równie nagle znikało.

Więcej: czytaj w magazynie „Rowertour”



Zdjęcie: Ewa Nowaczyk