okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> 11/2012 >> Sześć różnych światów

nowości

Domowe wyścigi

Pogoda tej wiosny nas nie rozpieszcza, więc jeśli nie lubicie moknąć na rowerowej wyprawie, w oczekiwaniu na piękną aurę można zająć się... »

Butelka wielofunkcyjna

Na jednej z platform służących do zbierania pieniędzy na realizację ciekawych projektów zaprezentowano interesujący projekt butelki.... »

Ciepło i wygodnie

Damska koszulka termiczna marki Bontrager została wykonana z miękkiej, elastycznej i lekkiej tkaniny Profila Thermal. Zamek sięga do połowy... »

Grafen w oponie?

Grafen to rewolucyjny materiał pochodzący z grafitu i wykazujący niesamowite właściwości. Jest to jednoatomowej grubości struktura cząstek... »

E-sakwa?

Ortlieb nie zamierza przegapić e-bike'owego szaleństwa, więc zaprezentował sakwę do rowerów elektrycznych! Na szczęście sakwa nie ma... »

Shimano do gravela

Japoński producent właśnie przygotowuje pierwszą partię osprzętu zupełnie nowej grupy. GRX została opracowana z myślą o rowerach... »

poradniki

Pod napięciem

Szmer elektrycznego silnika przenosi nas w zupełnie inny wymiar rowerowej przygody. Od teraz wszystko jest jakby inne. Podjazdy bardziej płaskie, a... »

Na szlaku >> Wyspy Kanaryjskie


Sześć różnych światów

Błażej Szczypka
Klify oraz koloryt zmieniających się barw podczas zachodu słońca na północnej Teneryfie – dla takich chwil warto żyć!

45 stopni Celsjusza w cieniu, wiatr wiejący 80 kilometrów na godzinę, księżycowe krajobrazy, przejazd przez najwyższą górę Hiszpanii – wulkan Teide i noclegi pod rozgwieżdżonym niebem. Tego wszystkiego doświadczyłem podczas wyprawy po sześciu Wyspach Kanaryjskich.

Pomysł zrodził się po zakończeniu mojego pierwszego projektu „Rowerem przez Wielką Brytanię i Orkady 2011”. Wtedy też rozpocząłem przygotowywania do zmierzenia się z trudniejszym terenem. Wybór padł na Wyspy Kanaryjskie, które jak magnes przyciągają zawodowców, chcących trenować w trudnym klimacie i na sporych wysokościach – nie tylko bikerów, ale także biegaczy i triatlonistów.
Lądujemy w Casas de Guasimeta, maleńkim miasteczku blisko stolicy – Arrecife, a ja widzę idealnie czyste niebo oraz nagą, rozpaloną słońcem wyspę. Po skręceniu roweru na lotnisku i przytroczeniu ekwipunku ruszam na północ. Lanzarote przypomina planetę Mars, jej powierzchnia to zastygła lawa wulkaniczna, która miejscami przybiera czerwoną barwę. Nie ma tu lasów, a nieliczna zieleń jest nawadniana przez człowieka. Ziemia nie nadaje się tu do uprawy czegokolwiek, no może z wyjątkiem aloesu.
Pierwszy dzień na Lanzarote to również mój pierwszy raz, kiedy sam i na dodatek w obcym kraju śpię pod gołym niebem. Noc, jak zresztą każda kolejna, jest piękna, gwiaździsta, do tego trwa pełnia księżyca, która powoduje, że na tym pustym terenie dookoła wszystko widać jak na dłoni. Lanzarote i Fuerteventura (wyspa sąsiednia) cierpią na brak cienia, w którym można by odpocząć. Również niełatwo jest tu schować się na noc.
Następnego ranka kieruję się na południe wyspy, do portu Playa Blanca. Moja droga wiedzie przez wulkaniczny Park Narodowy Timanfaya, którego teren nazywany jest także Górami Ognia. Warunki do jazdy rowerem są trudniejsze, niż zakładałem. Niestety, łatwiej już nie będzie. Z powodu silnych podmuchów wiatru rower zachowuje się jak żagiel, muszę balansować ciałem, aby utrzymać równowagę. Czasem wieje przez kilkadziesiąt minut wprost na mnie i nie słabnie ani na chwilę.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Błażej Szczypka