okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 6/2008 >> Rowerem? Niekoniecznie

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

W cztery oczy >> Wojciech Cejrowski


Rowerem? Niekoniecznie

Andrzej Bazylczuk
A pierwszym uczuciem po dotarciu do któregoś z dzikich plemion jest ulga. Szukałem i udało się. I teraz będzie już łatwiej. Koniec przedzierania się przez chaszcze w niewiadomym kierunku. Koniec niepewności, kogo spotkam. Koniec niepokoju, czy starczy nam sił, jedzenia, samozaparcia. Pierwszym uczuciem po dotarciu do wioski jest ulga. Drugim radość, że wreszcie będzie coś porządnego do zjedzenia i że nie będzie na nas lało nocą, bo spędzimy tę noc pod strzechą szałasu. A trzecim jest lekki niepokój o to, z kim mamy do czynienia, czy nie naruszyliśmy jakiegoś tabu, czy niechcący nie obraziliśmy kogoś lub nie wysłaliśmy jakiegoś nieświadomego sygnału w jego stronę. Sygnału, który może być zinterpretowany niezgodnie z naszymi intencjami. Na przykład: kłania się człowiek żonie wodza, a potem on nam ją posyła do hamaka na noc.

Od dwudziestu lat ucieka Pan przed zimą, podróżując po świecie i podglądając Indian. Czy ma Pan poczucie, że jego działalność, prowadzone programy, artykuły i książki przyczyniły się do rozpropagowania wiedzy o Indianach? Czy można jeszcze coś zrobić, aby pomóc w ocaleniu tych unikalnych kultur?
– Mam poczucie, że dzięki mnie ludzie wiedzą więcej. Nie sądzę jednak, aby niezbędne były jeszcze jakieś szczególne działania. Przecież od początku istnienia człowieka jedne kultury giną, a w ich miejsce pojawiają się następne. To naturalny proces rozwoju, a nie koniec świata. Faraonów już nie ma, ale w Egipcie trwa życie. Wędrowne imperium Czyngis-chana zniknęło, ale świat się nie skończył. Całe cywilizacje odchodzą, robiąc miejsce kolejnym. Czasami dzieje się to w okrutny sposób – wyniszczenie w wyniku najazdu, eksterminacja, wynarodowienie – i wówczas oburzamy się na sposób, ale... czy powinniśmy się oburzać na zasadę? Jakie ja mam prawo ocalać unikalne kultury Amazonii? Jakie mam prawo zmuszać Indian do życia w prymitywnych warunkach tropikalnej puszczy? Oni chcą zamienić swoje gliniane garnki na nasze aluminiowe. Chcą zamienić płomyczek ogniska na lampę naftową albo latarkę. Mogę ich bronić przed fizyczną przemocą drwali i rolników zajmujących indiańskie tereny, ale czy wolno mi ochraniać kulturę? To takie brzydkie marzenie białego człowieka – stworzyć skansen, rezerwat. W jakim celu? Ano w takim, żeby biali badacze mieli kogo badać, a turyści dokąd jeździć.

Jest jakieś miejsce, do którego nie udało się Panu dotrzeć, ale postara się Pan nadrobić zaległości?
– Cóż za europejskie sformułowanie „nadrobić zaległość”. Ja nie mam zaległości, bo nie żyję według planu, kalendarza ani zegarka. Marzy mi się trzecia wyprawa w pewien rejon Boliwii (dwie poprzednie zakończyły się porażką – byłem blisko, ale nie dotarłem do celu), pojadę więc kiedyś po raz trzeci, może po raz czwarty i piąty, tylko że... Wie Pan, ja się nie napinam, tak jak Wy, w Europie. Gdy mi coś strzeli do głowy, to poświęcam się temu z całym zapałem i energią, ale z drugiej strony nie napinam się, by koniecznie wykonać plan, nadrobić zaległość, osiągnąć zamierzone cele…

Powiedział Pan „Wy w Europie”. Nie czuje się Pan Europejczykiem?
– Nie chcę być dłużej obywatelem Unii Europejskiej. To organizm, który biurokratycznymi metodami zniewala człowieka. Nie mam wyjścia. Dlatego zdecydowałem się zrezygnować z polskiego obywatelstwa. Chcę jak najszybciej przyjąć obywatelstwo Ekwadoru, kraju, w którym prawdziwie czuję się wolny. Kupiłem tam ziemię i będę budował hacjendę.



Zdjęcie: Wojciech Cejrowski

« poprzednia  1  2  


skomentuj ten artykuł

Komentarze


5-08-2008 19:31 gość
szkoda że Pan.Cejrowski mówi to co mówi. Gdyby jazda na rowerze ograniczała kontakt z ludźmi to Tomasz Chyziński i ja siedzielibyśmy w domu na 4 literach!

3-08-2008 5:45 jarek
Cejrowski ma racje,jak prawie zawsze,podziwiam go patrzy bardzo trzezwo na swiat i panujace w nim uklady,szczegolnie te u nas czy w europie,ma racje że ucieka daleko stąd,do Ekwadoru,sa to miejsca gdzie inaczej zycie płynie,a człowiek nie pedzi niewiadomo gdzie.

6-08-2008 8:27 gość
antyrowerowy wywiad w rowerowym piśmie?! piszpan dla 'działkowca' lepiej!!!

6-08-2008 9:15 smok
Jasne, ze pismo rowerowerowe i na poczatku szlag mnie trafial, ale fajnie poznac inny punkt widzenia. Wiemym, co o nas mysla, co co nie jezdza. Cejrowski to postac kontrowersyja i pewno inny juz byc nie potrafi. Albo nie moze. Niech chodzi boso, nie siada na rower i zaluje.

21-08-2008 21:48 Roberto
WC to czlowiek nieco zadufany w sobie a ponadto kompletny laik rowerowy. Mowi, ze nie jezdzi na wyprawy na rowerze bo go siodlo gniecie w tylek. A czy nie lepiej jest dopasowac siodło a nie rezygnowac od razu z calego pojazdu?

21-08-2008 21:49 Roberto.
Po drugie, rower jest bardziej niezalezny i wygodniejszy jesli chodzi o transport bagazu bo ja sobie nie wyobrazam abym codziennie na plecach taszczył 40 kg podczas gdy ten bagaz na rowerze praktycznie jest nieodczuwalny.

21-08-2008 21:49 Roberto..
Po trzecie, rowerem mozna bez najmniejszego problemu jechac obok idacego tubylca a jesli chodzi o pomoc to na rowerze bagazu wiecej sie zmiesci niz w reku.

21-08-2008 21:49 Roberto...
Po czwarte, pogoda do jazdy na rowerze w Polsce praktycznie jest zawsze, mowie to z pelna odpowiedzialnoscia gdyz codziennie dojezdzam do pracy na rowerze ponad 16 km w jedna strone wiec wymowka pogodowa wc jest brednia!

21-08-2008 21:50 Roberto....
Po piate, rowerem nie jezdzi sie tylko po drogach dla rowerow lecz po jezdni, szutrach, piachach i wszelkiego rodzaju bezdrozach gdyz rower jest najbardziej uniwersalnym ladowym srodkiem transportu wiec miejski dyskomfort WC jest czcza fanaberia!