okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 6/2008 >> Rowerem? Niekoniecznie

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

W cztery oczy >> Wojciech Cejrowski


Rowerem? Niekoniecznie

Andrzej Bazylczuk
 

Podyskutuj z kontrowersyjnymi tezami Wojciecha Cejrowskiego.

Satyryk, publicysta, ale przede wszystkim podróżnik. Wojciech Cejrowski wkłada kij w mrowisko. Choć zwiedził ponad czterdzieści krajów, nie ukrywa, że wygodniej mu na dwóch nogach niż dwóch kółkach. Roweru do celów rekreacyjnych woli nie używać, bo – jak twierdzi z wrodzonym sobie sarkazmem – „gniecie w tyłek”, poza tym trudno nim jeździć po ukochanej Amazonii. Ma jednak swoje rowerowe typy. Jeśli już na rowerze, to koniecznie przez andyjskie pustkowia Altiplano czy pustynię Atacama.

Zaznacza Pan od razu, że rowery to temat, przy którym serce szybciej nie bije. Co tak naprawdę myśli Pan o takiej formie podróżowania?
– U mnie na wsi rower służył do tzw. przemieszczania się nierekreacyjnego – jeździło się nim do kościoła, po chleb, na pocztę. A w mieście rower był nieporęczny, bo brak tras, a po jezdni jeździć niebezpiecznie.

Ale dojeżdżał Pan ponoć rowerem do pracy?
– Dojazd do pracy to co innego. Owszem, czasami dojeżdżałem rowerem do radia. Jednak w polskim klimacie, kiedy wiatr w oczy dmucha, na głowę pada, to niespecjalna frajda. Do tego stan polskich dróg może zniechęcić wahającego się rowerzystę. Mnie w każdym razie zniechęcił. Nigdy natomiast rower nie stanowił dla mnie przyjemności samej w sobie. Po prostu gniecie w tyłek bardziej niż końskie siodło. Dlatego wolę podróżować konno lub łodzią.

I nie czuł Pan nigdy pokusy, aby coś zmienić i na którąś z kolejnych wypraw pojechać na jednośladzie?
– Pokusę… to nie, choć miewałem różne fantazje. W Amazonii, którą ukochałem, rower jest niepraktyczny, a ponadto ja lubię ludzi, a według mnie rower ogranicza kontakt z nimi.

Domyślam się, jak teraz protestują czytający ten wywiad rowerzyści. Oni uważają inaczej. Ich zdaniem rower sprzyja zawieraniu znajomości. Nie jest wcale szybki, nie hałasuje, nie straszy…
– Tyle że, jadąc rowerem, nie pogadasz z kimś, kto idzie drogą. Chyba że przystaniesz i pójdziesz pieszo z rowerem pod ręką. A to jest trochę bez sensu: taszczyć ze sobą rower, który na nic się tobie nie przydaje. Dlatego wolę chodzić, spotykać nieznajomych, zaglądać im w oczy, zamieniać słówko, pomóc nieść tobołki i zaprzyjaźniać się... Wszystko to łatwiej mi robić, gdy wędruję piechotą.

I naprawdę żadne z egzotycznych miejsc, o których marzy niejeden rowerzysta, nie poruszyło w Panu rowerowej struny?
– Jeżeli już, to tylko w sferze daleko rozwiniętej wyobraźni. Międzyandyjskie Altiplano, pustynia Atacama to rzeczywiście kamienie milowe w życiu rowerzystów, ale i każdego podróżnika. Miejsca nadające się „do pokonania” na dwóch kołach, owszem znam, jeśli czyimś celem jest pokonywanie przestrzeni. Ale moim celem jest raczej zapoznawanie się z tą przestrzenią i to w kontekście ludzi tam żyjących. Dlatego nawet takie doskonałe rowerowo pustkowia, jak Altiplano czy Atacama, wolę przemierzać piechotą – wolniej, duuużo wolniej, ale ja tak lubię. Powoli, a dokładnie. Noga za nogą. Różnica między większością miłośników rowerów a mną jest taka, że ja nigdzie się nie śpieszę, mam czas, nie gonią mnie terminy ani koniec urlopu.

Niemniej podczas wypraw stykał się Pan z wieloma różnymi wehikułami. Które z nich były najdziwniejsze? Czy może któryś z nich spowodował, że serce zabiło Panu szybciej i pojawiły się wątpliwości, czy uda się cało dotrzeć do celu?
– Wątpliwości tego rodzaju zawsze ma się w Ameryce Łacińskiej i nie trzeba w tym celu szukać żadnych szczególnych wehikułów. Na przykład zwykły południowoamerykański chicken bus, w którym na 50 miejscach siedzi 150 pasażerów, do tego bagaże, zwierzęta i jeszcze grupka młodzieży na dachu. Zwykły chicken bus, w którym każda opona jest innej firmy i żadnej z tych firm nie odczytasz, bo guma zeszlifowana jest na gładko. Zwykły bus bez okien, zwykły, rozpędzony z górki, a kierowca właśnie się modli, żeby za zakrętem zaczęło już być pod górkę, bo jeśli nie, to hamulce nie dadzą rady... Zwykły południowoamerykański autobus dostarcza emocji i wątpliwości, o które Pan pyta. W dodatku to wszystko jest wliczone w cenę biletu.

W końcu jednak podróż wśród cywilizacji się kończy i dociera Pan do poszukiwanego plemienia, o którym wiadomo tylko tyle, że gdzieś tam powinno być. Jakie to uczucie, gdy w końcu uda się je odnaleźć? Bardziej boi się Pan zginąć z zatrutą strzałką w gardle, czy raczej zwyciężają ekscytacja i ciekawość?
– Ani jedno, ani drugie, ani trzecie. Boję się zawsze, ale to jest strach oswojony. Tak jak Pan, wsiadając na rower, wprawdzie wie, że może zostać rozjechany przez autobus, ale z tego powodu nie wpada w panikę, tak ja nie popadam w panikę z powodu zatrutych strzałek.

Zdjęcie: Wojciech Cejrowski



skomentuj ten artykuł

Komentarze


5-08-2008 19:31 gość
szkoda że Pan.Cejrowski mówi to co mówi. Gdyby jazda na rowerze ograniczała kontakt z ludźmi to Tomasz Chyziński i ja siedzielibyśmy w domu na 4 literach!

3-08-2008 5:45 jarek
Cejrowski ma racje,jak prawie zawsze,podziwiam go patrzy bardzo trzezwo na swiat i panujace w nim uklady,szczegolnie te u nas czy w europie,ma racje że ucieka daleko stąd,do Ekwadoru,sa to miejsca gdzie inaczej zycie płynie,a człowiek nie pedzi niewiadomo gdzie.

6-08-2008 8:27 gość
antyrowerowy wywiad w rowerowym piśmie?! piszpan dla 'działkowca' lepiej!!!

6-08-2008 9:15 smok
Jasne, ze pismo rowerowerowe i na poczatku szlag mnie trafial, ale fajnie poznac inny punkt widzenia. Wiemym, co o nas mysla, co co nie jezdza. Cejrowski to postac kontrowersyja i pewno inny juz byc nie potrafi. Albo nie moze. Niech chodzi boso, nie siada na rower i zaluje.

21-08-2008 21:48 Roberto
WC to czlowiek nieco zadufany w sobie a ponadto kompletny laik rowerowy. Mowi, ze nie jezdzi na wyprawy na rowerze bo go siodlo gniecie w tylek. A czy nie lepiej jest dopasowac siodło a nie rezygnowac od razu z calego pojazdu?

21-08-2008 21:49 Roberto.
Po drugie, rower jest bardziej niezalezny i wygodniejszy jesli chodzi o transport bagazu bo ja sobie nie wyobrazam abym codziennie na plecach taszczył 40 kg podczas gdy ten bagaz na rowerze praktycznie jest nieodczuwalny.

21-08-2008 21:49 Roberto..
Po trzecie, rowerem mozna bez najmniejszego problemu jechac obok idacego tubylca a jesli chodzi o pomoc to na rowerze bagazu wiecej sie zmiesci niz w reku.

21-08-2008 21:49 Roberto...
Po czwarte, pogoda do jazdy na rowerze w Polsce praktycznie jest zawsze, mowie to z pelna odpowiedzialnoscia gdyz codziennie dojezdzam do pracy na rowerze ponad 16 km w jedna strone wiec wymowka pogodowa wc jest brednia!

21-08-2008 21:50 Roberto....
Po piate, rowerem nie jezdzi sie tylko po drogach dla rowerow lecz po jezdni, szutrach, piachach i wszelkiego rodzaju bezdrozach gdyz rower jest najbardziej uniwersalnym ladowym srodkiem transportu wiec miejski dyskomfort WC jest czcza fanaberia!
 

Parse error: syntax error, unexpected end of file, expecting variable (T_VARIABLE) or ${ (T_DOLLAR_OPEN_CURLY_BRACES) or {$ (T_CURLY_OPEN) in /home/kruszonaol/ftp/rowertour/panel/bbclone/var/access.php on line 164