okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 10/2012 >> Łowcy ostańców

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Jura Krakowsko-Częstochowska


Łowcy ostańców

Sebastian Nagło
Pierwszy z ostańców, Markowa Skała, zdobyty

Być może to najbardziej szalony pomysł na wycieczkę w tym sezonie, ale zamiast kolejny raz przedzierać się przez jurajskie dolinki, błysnęła mi idea, aby wytyczyć szlak pomiędzy niepozornie wyglądającymi na mapach ostańcami południowej części Jury.

Ostaniec to charakterystyczna dla Jury Krakowsko-Częstochowskiej formacja samotnie wznoszących się, przeważnie skalistych wzniesień. O ile w jej części północnej ostańce cieszą się zasłużoną sławą, w południowej często są niepozorne i znajdują się w cieniu popularnych jurajskich dolin. Niewielu tutaj piechurów, a i rowerzyści szybko przemykają okolicznymi szlakami, nieświadomi ukrytych atrakcji. Niekiedy są to skały tak niepozorne i wkomponowane w teren (czytaj: pozarastane roślinnością), że już samo ich namierzenie stanowić musi ciekawą rozrywkę nawigacyjną.
Żeby nie wiało nudą, szlak gubimy już za pierwszymi zabudowaniami Krzeszowic. Kolekcjonerom atrakcji krajoznawczych polecam jednak zatrzymać się w tej miejscowości, choćby na dwa kwadranse. To znane w okolicy byłe uzdrowisko, w którym w XVIII i XIX wieku prowadzono terapię wodami siarczanowymi. O świetności dawnych czasów przypominają nam dziś Łazienki Zofia (ufundowane w 1819 roku przez Zofię Potocką) czy Vauxhall – dom zdrojowy z salami balowymi wybudowany na polecenie Izabeli Lubomirskiej. Mimo imponującej historii pałacyku, dziś podziwia się go przede wszystkim z zewnątrz. W środku mieści się bowiem centrum kultury oraz galeria.
Odpalamy analogowy GPS, jak lubimy nazywać tradycyjną mapę, i próbujemy odnaleźć się w terenie. Proces idzie nam średnio sprawnie, ale po skorelowaniu map z rzeczywistością i tropieniu wąskich duktów staramy się, omijając Wąwóz Zbrza, dojechać do serca Doliny Racławki. Nic z tego. W myśl przysłowia „wszystkie drogi prowadzą do Rzymu” i my zjeżdżamy do wąwozu. Usytuowany jest pomiędzy wzgórzami Łysa Góra i Zamczysko, i o tyle warty chwili refleksji, że stoimy w miejscu, w którym naszym oczom ukazują się najstarsze skały na ziemi krakowskiej, tzw. dolomity ze Zbrzy, pochodzące ze środkowego dewonu. Już nie narzekamy, że nadłożyliśmy drogi. Uświadamiamy bowiem sobie, że patrzy na nas około 400 milionów lat!

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Sebastian Nagło