okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 10/2012 >> Szpulka do nawinięcia

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Łódź


Szpulka do nawinięcia

Marek Rokita
Poznański, Grohman, Scheibler i Rokita dogadują szczegóły planu budowy łódzkiej sieci dróg rowerowych

W Łodzi, jak nigdzie indziej, sprawdza się powiedzenie, że nie ma rowerzystów tam, gdzie nie ma dróg dla rowerów. Bo łódzcy cykliści koncentrują swoją aktywność na nielicznych, ale długich szlakach, które dla nich wyznaczono wzdłuż głównych arterii komunikacyjnych. Można ich też spotkać w parkach, których jest tu kilkadziesiąt, oraz tam, gdzie ograniczono ruch samochodowy.

Łódzki styl budowania infrastruktury rowerowej jest jednak mało odpowiedni dla cykloturysty. Zwiedzając miasto Tuwima i Rubinsteina, musimy jeździć ruchliwymi ulicami. Problem jest też z wyborem punktu początkowego wycieczki. Jest tu bowiem kilka stacji kolejowych, które można by uznać za główne. Dwie z nich zasługują na to miano w stopniu największym, więc obie znajdą się na mojej pętli. A jako że Łódź Fabryczna jest obecnie w przebudowie, startuję z Kaliskiej. Dworzec stoi kilka kilometrów od centrum. Zanim dotrę do ulicy Piotrkowskiej, którą mam zamiar przejechać w jednym ciągu, postanawiam odwiedzić największy park miejski, położony po przeciwnej stronie torów, w dzielnicy o nazwie Zdrowie. Poranki wśród wysokich drzew, kiedy słońce jest wciąż nisko, a na alejkach pojawiają się nieliczni jeszcze ludzie, dają energię na resztę dnia. Co ciekawe, młodzi biegają ze słuchawkami na uszach, a rowery dosiadają emeryci. To tylko pokazuje, że z upływem lat człowiek ma coraz mniej oleju w kolanach, ale coraz więcej w głowie.
Wracam na Kaliski i próbuję zacząć wszystko od nowa. Ale jak się stąd wydostać? Nie jest to łatwe, ale ostatecznie – korzystając z chodników – docieram do drogi dla rowerów poprowadzonej wzdłuż łódzkiej trasy W-Z. Jednak nie mam zamiaru się jej trzymać. Moim celem jest plac Niepodległości, czyli południowy kraniec najbardziej znanej ulicy miasta – Piotrkowskiej. Jadę przez park im. księcia Józefa Poniatowskiego, w którym jest kilka stylizowanych na antyczne budowli i labirynt z żywopłotu. To już drugi park na trasie, a będzie ich jeszcze kilka. Przygotowując się do wycieczki, wyczytałem na oficjalnej stronie miasta, że wszystkie łódzkie parki są otwarte dla rowerzystów. Tego nie ma chyba w żadnym z dużych polskich miast.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Marek Rokita