okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 10/2012 >> Bardzo bliski wschód...

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Wyprawa numeru >> Ukraina, Mołdawia


Bardzo bliski wschód...

Szymon Rzeźwicki, Łukasz Stempek
Orheiul Vechi – urzekająca przyroda i mołdawskie dziedzictwo kultury zaklęte w murach monastyrów

Ukraina i Mołdawia wydały nam się nie tylko egzotyczne, ale też leżące na tyle blisko Polski, by móc zwiedzić je podczas dwutygodniowej wyprawy. Nie zawiedliśmy się. Śpiąc na czarnomorskiej plaży oraz nad górskim jeziorem w Czarnohorze, przejechawszy szlakiem wspaniałych zamków, rozległych stepów kraju tysiąca studni, urokliwych monastyrów i dzikich gór, przeżyliśmy niezwykłą przygodę.

Dostanie się do Przemyśla w weekend okazało się nie takie proste, jak nam się wydawało. Pociąg w Krakowie zapchany jest na tyle, że ledwie udaje nam się położyć nasze rowery na stertę innych, już tam zapakowanych. Sami zaś próbujemy wcisnąć się do wypełnionego podróżnymi przejścia.
W Medyce szybko przekraczamy granicę. Częściowo rowerem, częściowo pociągiem pod wieczór docieramy do Lwowa. Ze względu na późną porę oglądamy jedynie atrakcje centrum miasta. Po północy wracamy na dworzec. W naszych głowach kłębią się wątpliwości – czy na pewno zostaniemy zabrani z rowerami? Zanim przyjedzie pociąg, rozkręcamy je na części. Już słychać stukot kół...
Pani konduktor, niezbyt sympatyczna kobieta z twarzą niewyrażającą żadnych emocji, stwierdza oschle, że nie weźmie nas z rowerami. Pomimo tego, że wykupiliśmy bilet na bagaż, jest nieubłagana. Jeśli chcemy jechać, musimy zdobyć jakiś dodatkowy kwitek. Sugeruje, że nie ma sensu iść do okienka, skoro można się dogadać na peronie... Dało się... Wszyscy są w miarę zadowoleni.
Po dwunastogodzinnej podróży w końcu wysiadamy na odeskim dworcu. Musimy przyznać, że mimo znacznej odległości, była to jedna z wygodniejszych podróży w naszym życiu, prawie całą drogę spaliśmy. Odessa, miasto portowe nad Morzem Czarnym, uderza nas swoją oryginalnością i wielokulturowością. Mnogość różnego typu naciągaczy oferujących najróżniejsze usługi – od przejażdżki czarną wołgą po zabawę z tresowaną małpką – dodaje kolorytu temu miastu.
Jest niedziela, chcielibyśmy uczestniczyć we mszy świętej. W końcu odnajdujemy kościół z mszą w języku angielskim, gdzie połowę wiernych stanowią emigranci z Afryki. Ponadto ksiądz okazuje się Polakiem...

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Szymon Rzeźwicki
 

Parse error: syntax error, unexpected end of file, expecting variable (T_VARIABLE) or ${ (T_DOLLAR_OPEN_CURLY_BRACES) or {$ (T_CURLY_OPEN) in /home/kruszonaol/ftp/rowertour/panel/bbclone/var/access.php on line 164