okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 6/2008 >> 6/2008 >> Drodzy Czytelnicy

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Przed startem


Drodzy Czytelnicy

Izabela Dachtera

Rowerzyści jeżdżący na swoich jednośladach w miastach to wręcz osobna kategoria rowerzystów, na tyle osobna, że niektórzy z nich, mając na koncie wielokilometrowe wyprawy, za nic nie daliby się namówić na jazdę po którejś z rodzimych metropolii. Z uznaniem patrzę więc na miejskich cyklistów, regularnie korzystających z roweru jako środka transportu. Mając oczy wokół głowy, odnajdują się pomiędzy samochodem, motocyklem, zastępem pieszych, precyzyjnie pokonując kolejne komunikacyjne przeszkody na trasie do domu czy pracy. Na opieszałość władz mogą tylko ponarzekać, bo gdyby przyszło im czekać na miasto dla bikera prawie idealne, na rower pewnie weszłyby dopiero ich wnuki lub prawnuki. Na razie o byciu w stałym kontakcie z drogą tylko dla rowerów mogą jedynie pomarzyć.
Gdańsk jest kolejnym miastem, po Wrocławiu, Krakowie i Toruniu, które prezentujemy na łamach magazynu „Rowertour”. Miastem o tyle szczególnym, że w opinii rowerzystów uchodzi za zbliżone, a na pewno systematycznie zbliżające się do rowerowego raju. Przybywa tam kolejnych kilometrów ścieżek rowerowych, projektowanych z głową, a władze i cykliści prowadzą ze sobą dialog, czego efekty widać pod kołami – oczywiście dwoma.
Co więcej, gdańszczanie trochę z przekorą „skarżą się” na brak dobrych wzorców w kraju i podglądają rowerową infrastrukturę Berlina czy Amsterdamu. Plan jest jasny: w najbliższych latach pokryć Gdańsk siecią dróg
dla rowerów, aby z każdego końca miasta na drugi można było dojechać bez przeszkód i ryzyka kolizji z samochodem lub pieszym.
W miastach, latem jakby spokojniejszych, z przerażeniem patrzę natomiast na rowerzystów jeżdżących w słuchawkach na uszach. Na forach internetowych co jakiś czas ożywają dyskusje pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami tego rodzaju uprzyjemniania sobie pedałowania. Przeciwnicy nie szczędzą krytycznych opinii i mocnych słów, każąc takim cyklistom ubiegać się o nagrodę Darwina (przyznawaną przez internautów osobie, która straciła życie wskutek swoich, jak najbardziej pozbawionych rozsądku działań), nazywając ich przykładem na selekcję naturalną i porównując jazdę w słuchawkach do prowadzenia auta bez pasów. W miejskim zgiełku i tak nie wszystko słyszymy, a co dopiero, gdy uszy mamy dodatkowo zajęte odbiorem muzyki. Podzielność uwagi jest obniżona, reakcja opóźniona, jeżeli w ogóle jest, bo czasem nie starcza na nią czasu. Sporo mówi się o jeździe bez świateł, bez odblaskowych elementów na ubraniu, nie zawsze zgodnie z przepisami… Tymczasem nie spotkałam dotąd policjanta czy pracownika straży miejskiej, instruujących zasłuchanego rowerzystę. Rozumiem jazdę leśnym duktem i słuchanie ulubionej muzyki (choć z drugiej strony, po to jeździ się „w teren”, aby chłonąć dźwięki natury), ale w mieście to jak igranie z życiem i zdrowiem własnym oraz innych uczestników ruchu. Kwestię tę postanowiliśmy poddać głosowaniu Czytelników w sondzie na naszej stronie internetowej. Zachęcam więc do zajrzenia pod adres www.rowertour.pl oraz do podejmowania innych dyskusji na redakcyjnym forum internetowym.

Pomyślicie, że jazda w mieście to mało wakacyjny temat, choć właśnie latem w miastach rowerzystów wyraźnie przybywa. Większość z nich to ci, którzy na rower wsiadają spontanicznie, od tak sobie, jeżdżąc dla zdrowia, rozrywki. I chwała im za to.

Zapraszam do lektury
Izabela Dachtera
redaktor naczelna