okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 9/2012 >> Dwie pętle wokół sarenki

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Trzcianka i Puszcza Drawska


Dwie pętle wokół sarenki

Andrzej Kaleniewicz
Piknik o zachodzie słońca nad jeziorem Lubodziesz, pomiędzy Trzcianką a Straduniem

Gdy ostatnio, wodząc palcem po mapie, szukałem odpowiedniego miejsca na spędzenie weekendu w lesie, wpadłem w typową pułapkę, czyhającą zwykle na mieszkańca Poznania: wybór pomiędzy Puszczą Notecką a Drawską.

Nie było mi to zbyt na rękę, ponieważ jedną i drugą znam dość dobrze, zresztą ani piachy Puszczy Noteckiej, ani bruki Puszczy Drawskiej nie wydawały mi się szczególnie atrakcyjne do jazdy na niezbyt grubym ogumieniu roweru trekkingowego, a takiego mieliśmy zamiar z żoną użyć. Wtedy mój wzrok padł na miejscowość Trzcianka. Miasteczko, położone w lekkim oddaleniu od dwóch puszcz, a jednak nadal otoczone lasami, w dodatku w stosunkowo niedalekim sąsiedztwie doliny Noteci – czego chcieć więcej? Jeszcze tylko sprawdziłem w internecie lokalne szlaki rowerowe i – uśmiech pojawił się na mojej twarzy. To jest to! Dwie znakowane trasy w kształcie pętli, zaczynające się i kończące w Trzciance, każda po kilkadziesiąt kilometrów, głównie lokalnymi drogami asfaltowymi – czego chcieć więcej?
Pozostało mi już tylko znalezienie noclegów. W trakcie sieciowych peregrynacji okazało się, iż lokalnym potentatem w tej kwestii wcale nie jest sama Trzcianka, ale pobliski, leżący nad samym jeziorem Straduń. Bez większego namysłu wybrałem pierwszą lepszą ofertę agroturystyczną z oficjalnej strony internetowej miasta Trzcianki, zadzwoniłem, ustaliłem cenę noclegu od osoby w granicach 30 złotych i zadowolony z przystępnej kwoty, oznajmiłem żonie, że jedziemy!
Co nagle to po diable, jak mówi stare przysłowie. Nasza radość trwała do momentu, gdy wjechaliśmy na teren gospodarstwa, w którym mieliśmy zamówione noclegi. Naszym oczom ukazało się najbardziej zabałaganione obejście, jakie było nam dane kiedykolwiek oglądać. Po chwili pojawił się gospodarz, w brudnym podkoszulku i z papierosem w ustach. Zaprowadził nas do domku, w którym mieliśmy spędzić weekend. W przeciwieństwie jednak do okazałej willi na wzgórzu, w której najwyraźniej mieszkał nasz dobrodziej, domek dla gości okazał się lichą budką, skleconą byle jak ze sklejki, udekorowaną podartymi, papierowymi tapetami.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”

Ślady GPS – w formacie .gpx

 



Zdjęcie: Andrzej Kaleniewicz