okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 9/2012 >> Rosół w pegeerze

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Polesie


Rosół w pegeerze

Michał Grzejszczak
Ja z rowerem: chwila wolnego nad jeziorem Łukie

Kiedy parę lat temu usłyszałem gdzieś ludową melodię, śpiewaną przez poleskie gospodynie, nie przypuszczałem, że padnę łupem magii tego regionu. Zresztą, nie pierwszy i nie jedyny.

Ląduję w Dęblinie. Oczywiście, nie dosłownie (chociaż mógłbym). W mieście znajduje się bowiem jedna z najbardziej znanych w Polsce uczelni. Wyższa Szkoła Oficerska Sił Powietrznych, zwana pieszczotliwie „szkołą orląt” jest naszą narodową, uczelnianą dumą. Nic dziwnego. Jej historia sięga lat 20. minionego wieku. Prestiż, bezkonkurencyjność oraz profesjonalizm w kształceniu adeptów lotnictwa sprawiły, że kolejne pokolenia asów przestworzy opuszczają do dziś jej bramy, uchodząc w świecie za mistrzów swojego fachu.
W Dęblinie, tak samo jak trudno jest doświadczyć ciszy, tak samo łatwo jest poczuć się niczym na szkoleniach bojowych. Co chwila bowiem nad głowami przelatują odrzutowce, śmigłowce czy inne, latające maszyny. Dla miłośników militariów i mocnych wrażeń to bez wątpienia raj. A dla miejscowych? Miejscowi zdążyli się już przyzwyczaić.
Dęblin to dla mnie początek. Trzydniowa przerwa w pracy zachęciła mnie do wyjazdu. Spojrzałem na mapę Polski i wzrok mój padł na Polesie. Nie miałem jednak konkretnych planów. Zaznaczyłem na mapie jedynie kilka miejsc, które chciałbym odwiedzić. Czy Dęblin ma swój urok? Ma na pewno ciekawe muzeum, do którego przy okazji wypada zajrzeć. Muzeum Sił Powietrznych, mieszczące się nieopodal wspomnianej szkoły, to prawdziwa perełka. Kilkadziesiąt statków powietrznych oraz wojskowych maszyn zgromadzono tu na niewielkiej przestrzeni. Muzeum można zwiedzać samemu lub z przewodnikiem. Doświadczeni oblatywacze zaserwują nam bez wątpienia garść ciekawych informacji. Opowiedzą, kto i dokąd uciekał wskazanym, skrzydlatym eksponatem za granicę PRL, ile pocisków potrafiły zabrać największe bombowce, czy przedstawią normy spalania ponaddźwiękowych maszyn. Jeśli znudzi się nam, polecam położyć się pod ogonem i w cieniu kadłuba, odpoczywając na zielonej murawie, patrzeć na przelatujące co chwila nad naszymi głowami samoloty. Dęblin opuszczam prawą stroną Wisły. Drogą wojewódzką okierując się na Puławy, dojeżdżam do Gołębia.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Michał Grzejszczak