okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 8/2012 >> 8/2012 >> Rowerzyści czekają na swój czas

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Rower w mieście >> Kijów


Rowerzyści czekają na swój czas

Piotr Pogorzelski
Parada rowerowa. Kijów, plac świętej Zofii

W ukraińskiej stolicy niemal nie ma dróg rowerowych, mimo to coraz więcej osób wybiera właśnie ten środek transportu. Regularnie korzysta z rowerów 10-15 tysięcy osób, pomimo że nie jest to proste.

Większość jeździ na nich bardzo rzadko, na przykład tylko w weekendy, część trzyma je na działkach. Niektórzy z nich czasami jeżdżą na rowerach do pracy.
Według ocen Stowarzyszenia Rowerzystów Kijowa, około 200 tysięcy mieszkańców stolicy ma rowery. Jest to mniej więcej 7 procent oficjalnej liczby mieszkańców (2,7 miliona, nieoficjalnie 4 miliony).
Jeżdżenie na rowerze nie jest jednak proste. Po pierwsze, Kijów jest miastem trudnym dla rowerzystów, gdyż centrum położone jest na wzgórzach. Po drugie, część ulic jest wyłożona kostką brukową, asfalt jest dziurawy, czasami brakuje też kratek kanalizacyjnych. I po trzecie, i najważniejsze, w mieście niemal nie ma dróg rowerowych. Cztery drogi położone są na lewym brzegu Dniepru, czyli na blokowiskach, poza centrum miasta. Niestety, nie są połączone ze sobą. Dzieli je odległość 3-4 kilometrów, a nawierzchnia jest w bardzo złym stanie. Poza tym Ukraińcy za bardzo nie wiedzą, co to jest droga dla rowerów, więc chodzą po nich dzieci i spacerowicze. Kończy się to tym, że nawet tam, gdzie są drogi rowerowe, cykliści i tak jeżdżą po jezdni.
Iryna Bondarenko ze Stowarzyszenia Rowerzystów Kijowa podkreśla, że wbrew temu, co się uważa na temat infrastruktury w mieście, nie jest to tak niebezpieczne. Szczególnie, jeśli porównać to z innymi ukraińskimi miastami, takimi jak na przykład Odessa. – Oczywiście, trzeba pół roku treningu, bo początkowo wydaje się, że każdy na ciebie najedzie. To kierowcy się boją, że ciebie ścisną, szczególnie prowadzący autobusy i trolejbusy – tłumaczy. Jej zdaniem, w każdej grupie jest pewna liczba osób gwałtownych i niezrównoważonych. – Ludzie dziwni, źli, agresywni są wszędzie. Pięć procent kierowców, pięć procent rowerzystów, pięć procent pieszych – taka sama liczba jest we wszystkich grupach, niezależnie od tego, jak się przemieszczają – podkreśla Iryna Bondarenko.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Piotr Pogorzelski