okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 8/2012 >> 8/2012 >> Aniele Stróżu mój

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na finiszu


Aniele Stróżu mój

Sławomir Bajew
 

No i proszę, sezon wakacyjny trwa w najlepsze! Ledwie się obejrzeliśmy, a nadeszła pora realizacji planów, mierzenia się z marzeniami, spontanicznych wyskoków nad wodę czy do lasu... albo na rynek w mieście. Na drogach (niestety również na tych ruchliwych) pojawili się cykliści solo i w przeróżnych odmianach mnogości: od tandemów po niewielkie peletoniki. O ile na widok jadących rowerami drogą o małym natężeniu ruchu czy na drodze leśnej lub polnej odczuwam subtelne ukłucie zazdrości, o tyle gdy pokonuję trasę, powiedzmy, Toruń – Gniezno, siedząc w samochodzie, i widzę desperatów jadących wzdłuż gąsienic pędzących w obie strony aut, zastanawiam się, gdzie jest granica rozsądku, poza którą jazda rowerem staje się sportem ekstremalnym. Na ile rowerzysta rzucający się na taką ruchliwą trasę lekceważy bezpieczeństwo swoje i kierowców?
Z drugiej strony, co ma zrobić ktoś, kto ma przejechać na rowerze z miejscowości A do B, które dzieli powiedzmy pięć kilometrów, a jedyną drogą jest ta najruchliwsza w okolicy i innej nie ma? Ach, widzę powstające nawet wzdłuż najruchliwszych dróg krajowych rowerowe szlaki, ale wsłuchując się w meldunki o liczbie ciężkich i najcięższych (czyt. śmiertelnych) wypadków z udziałem rowerzystów, obawiam się, że powstają one za wolno. Nie będę kolejnym ujadaczo-zachęcaczem, krytykiem władzy centralnej czy gminnej, nie będę krakał, zachęcał, zniechęcał – ot, obserwuję. Obserwuję i wyciągam wnioski, bo o nie akurat łatwiej niż o ścieżki. Wniosłem na przykład z obserwacji, że jeżdżenie po ruchliwych drogach jest niebezpieczne. Banał? A skąd! Wydaje mi się, że użytkownicy dróg (zarówno kierowcy, jak i cykliści) do tego nie doszli. Skoro tak wielu nie wyciąga z pozoru prostego wniosku, znaczy nie jest banalnie prosty. Kierowcy nie zachowują zgodnej z kodeksem odległości od wyprzedzanych rowerzystów, rowerzyści poruszają się nieoświetlonymi maszynami, zaś jednym i drugim, niestety, zbyt często zdarza się jazda na podwójnym gazie. To nie są moje domysło-wnioski, ale statystycznie ujęte przyczyny wypadków z udziałem rowerzystów.
Wiem, czasem trzeba korzystać z ruchliwej trasy, bo nie ma alternatywy. Sam to robię jeżdżąc (na szczęście rzadko) z duszą na ramieniu pomiędzy Obornikami a Poznaniem. Kiedy nie mam czasu na jazdę trasą dłuższą, lecz bezpieczniejszą, wybieram ryzyko dojazdu zatłoczonym, północnym wlotem Poznania. Ciężko się jedzie i bez przyjemności. Ciężko, bo ciężka na ramieniu dusza, a bez przyjemności, bo towarzyszący mi anioł nie jest zbyt rozmowny, zajęty ochranianiem mnie. I lepiej niech nic nie gada, a już broń Boże niech nie krzyczy: UWAGA…!

Sławomir Bajew – dziennikarz poznańskiego Radia Merkury, od ponad tysiąca wydań prowadzi Listę Przebojów, jest też jedynym mężczyzną w paśmie przedpołudniowym Babie Lato, autorem popularnych kalamburów. Słynie z tego, że do pracy bez względu na pogodę dojeżdża rowerem, a zimą na nartach. Na łamach „Rowertouru” publikuje od pierwszego numeru.



Zdjęcie: Sławomir Bajew