okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 7/2012 >> Sztuka rezygnacji

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Kraków


Sztuka rezygnacji

Marek Rokita
Błonia – wielki teren rekreacyjny w samym centrum miasta

Jazda po Krakowie jest okazją do ćwiczenia trudnej sztuki rezygnacji, ale mając jeden dzień, można na pewno nie tylko pooddychać królewskim powietrzem, lecz również zobaczyć – choćby tylko z zewnątrz – najważniejsze miejsca. Pozostaje tylko pytanie, które są najważniejsze…

Dawna stolica Polski całą sobą nastawiona jest na turystów. Wygląda jak jedno wielkie muzeum albo gęsta pajęczyna szlaków. Od początku wycieczki mam wrażenie, że większość napotkanych osób przyjechała tu w jednym celu: żeby tak lub inaczej zwiedzać. Jednak nie na rowerach. Tu bardziej niż w innych miastach widać, że rower służy raczej do rekreacji bądź codziennych dojazdów niż turystyki. I choć krakowski system wypożyczalni rowerów funkcjonuje wyłącznie w centrum miasta, jak gdyby zapraszając do korzystania przyjezdnych, przez cały dzień spotkam tylko grupę Anglików, którzy postanowili właśnie rowerami objechać Kraków. Bo szybciej, przyjemniej i taniej. Zdecydowanie więcej turystów wybiera elektryczne taksówki z automatycznym lektorem w kilku językach. Wsiada taka na przykład grupa Norwegów, wybiera trasę, a kierowca odpala nagranie po norwesku i jedzie utartym szlakiem. Punkty obowiązkowe to Old Town, Jewish Quarter i Schindler’s Factory, czyli Stare Miasto, dzielnica żydowska (Kazimierz) i fabryka Schindlera.
A rowerzyści? Pierwsze przekręcenia korby kieruję ku punktowi informacji miejskiej na plantach, mieszczącemu się blisko dworca.
– Tak, mieliśmy mapki dla rowerzystów, ale się skończyły. Niech pan sprawdzi w pawilonie Wyspiańskiego.
Sprawdzę, ale jeszcze nie teraz, w końcu nie jest to wystarczający powód do zmiany planów. Mój cel numer jeden to Droga Królewska, czyli trasa turystyczna wytyczona szlakiem, który królowie przemierzali przy okazji koronacji, pogrzebów i innych uroczystości. Jest bardzo krótka, zwłaszcza w porównaniu z Traktem Królewskim w Warszawie, ale przez to wręcz przesycona zabytkami. Zaczyna się pod kościołem Świętego Floriana na Kleparzu, a kończy na Wawelu – raptem niecałe dwa kilometry. Kleparz był kiedyś samodzielnym miastem, ma więc swój rynek, do którego odwiedzenia zachęca dwujęzyczny kierunkowskaz.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Marek Rokita