okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 1/2008 >> 1/2008 >> Wolność rowerów

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Luz na korbach


Wolność rowerów

Marek Zgaiński

Gdybym zapytał nastolatka, czym jest wolność, pewnie odparłby, że robić to, na co się ma ochotę.
I już. Wszelkie „pojęte konieczności”, rozważanie różnic „wolności od” i „wolności do” pojawiają się później, kiedy na proste pytania udziela się niejasnych odpowiedzi albo w ogóle puszcza mimo uszu, bo są ważniejsze sprawy. A jeszcze później wolność kojarzy się wyłącznie z dezodorantem czy żelem pod prysznic, który sprawia, że człowiek czuje się wolny i swobodny jak wiatr rozwiewający włosy modelki w reklamówce. Poczucie wolności zapewni zresztą zakup wielu innych produktów, a jak zabraknie pieniędzy, zawsze można wziąć kredyt, który też jest przecież wolny od opłat i prowizji. Witajcie w wolnym świecie wolnych ludzi! Ale tak szczerze, Szanowna Czytelniczko i Czytelniku, czy czujecie się wolni?

No właśnie. A tymczasem w zasięgu jest coś, co sprawi, że wolność zaszumi Wam jak w nastoletnich głowach i znowu będziecie mogli robić to, na co macie ochotę. To rower. Gdybym był kaznodzieją, zakrzyknąłbym: Rower was wyzwoli i zawiedzie ku wolności! Ale, jako że nie mam takiego powołania, postaram się racjonalnie wyjaśnić, dlaczego zwykły rower daje wolność.

Bo jest zwykły i każdy może mieć rower. Można mieć za dziesięć tysięcy i za dziesięć złotych, ważne, że jeździ. Rower jest najbardziej demokratycznym środkiem transportu i każdemu poczucie wolności może zaoferować. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego za symbol wolności w świecie pojazdów kołowych uchodzi motocykl. Może to dywersja amerykańskich produkcji filmowych w rodzaju „Dzikiego”
i „Swobodnego jeźdźca”, ale, sam jeżdżąc
na motocyklu, wiem, że co jakiś czas trzeba, niestety, nalać paliwo i nie wszędzie się maszyną dojedzie. Rower jest wolny od tych ograniczeń, a wolność nie przepada, gdy się ją ogranicza. Wszędzie da się dopedałować, jeśli tylko ma się ochotę. Na Mont Blanc też widywano rowerzystów. Oczywiście, nie każdy musi to robić. Na rowerze w ogóle nic się nie musi, co jest miłą odmianą od reszty życia, które upływa pod presją przymusu. Każdy wybiera sam, gdzie chce jechać i po prostu jedzie. Jak się chce dojechać gdzieś samochodem i trafia się na korek, wolność też staje w rządku autek. I nawet z puszki wysiąść nie można, bo właśnie, ocierając się o lusterko, obok wcisnęła się ciężarówka. Rower nie stwarza takich ograniczeń. Kto choć raz zamiast samochodem pojechał rowerem, wie, o czym mówię. Jak nie spróbował, niech kontrolnie kiedyś spróbuje i zobaczy różnicę. To jest właśnie różnica między zniewoleniem, gdy nie ma się na nic wpływu i nic nie można zrobić, a wolnością wynikającą z tego, że można wszystko, na co ma się ochotę. Bo jak nie da rady jezdnią, to chodnikiem jakoś boczkiem
i do przodu. Do tego bonus satysfakcji, że wszyscy klną i stres zżera im wątrobę, a człowiek tu sobie spokojnie pedałuje i cieszy się życiem.

No i jeszcze przyjemność, Orzeszkowa pewnie ładniej by to opisała, ale czy jest coś przyjemniejszego niż jazda rowerem po szeleszczących na leśnej ścieżce liściach, mieniących się odcieniami żółci i brązów,
w ciepłe jesienne popołudnie, gdy słońce kładzie długie cienie starych buków na ciemnej tafli jeziora, albo, do wyboru, wśród budzącej się zieleni jaskrawej
i świeżej, gdy na trawach lśnią krople rosy, a powietrze pachnie porannym wiosennym deszczem?

Luzu na korbach i rowerowej wolności!