okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 7/2012 >> Ostatni bastion ciszy

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Zakarpacie


Ostatni bastion ciszy

Krzysztof Grabowski
Widokowa, lecz męcząca szosa z Turki do Użoka

Zaprzyjaźniony starszy turysta opowiadał nam kiedyś o polskich Bieszczadach sprzed lat. Z utęsknieniem wspominał dzikość przyrody, wszechobecną ciszę i serdecznych, choć rzadkich mieszkańców. Żałował, że klimat tego regionu zmienił się bezpowrotnie. Zaczęliśmy go szukać. Tak trafiliśmy, niemalże po sąsiedzku, na Zakarpacie.

Jadąc do Lwowa najkrótszą drogą, planujemy przekroczyć, a raczej zdobyć, granicę w Medyce. O tym, co nas czeka, krążą legendy. W bojowych nastrojach rozpoczynamy szturm o zmierzchu. Nie sądziliśmy, że strategia opóźniania ataku przyniesie tak dobre efekty, jak czekanie króla Jagiełły w lesie przed bitwą pod Grunwaldem. Okazało się, że przejście o tej porze, do tego w niedzielę, jest puste. Czy to reguła, czy tylko łaskawość losu – tego nie wiem. Żartując z ukraińskimi celnikami, przepychamy rowery przez wąskie drzwi i chwilę później, nieco zdziwieni łatwością przebiegu spraw, czekamy na przystanku na autobus. Nie planujemy rowerami jechać do Lwowa, chociaż niewykluczone, że czas potrzebny na przejechanie tej odległości na jednośladach byłby tylko nieznacznie dłuższy od tego, jaki potrzebował malutki autobus rejsowy. Los uśmiecha się do nas ponownie. Kierowca początkowo nie chce zabrać nas z bagażem do środka, zmienia jednak zdanie, gdy prezentujemy mu kompaktowe wymiary naszych rowerów-składaków, oczywiście już po ich złożeniu. Na dworzec we Lwowie autobus zajeżdża niemal pełny. Jest ciemno, a my nie mamy zarezerwowanego noclegu. To celowe działanie.
Lubimy improwizację podczas podróży. Zaczynamy od taksówkarzy, którzy chyba w każdym mieście na świecie należą do najlepiej poinformowanej grupy, przynajmniej w kwestii spania i jedzenia. 50 hrywien (ok. 20 zł) kosztuje nas usługa telefonicznego wyszukania i pilotowania taksówką na miejsce noclegu. Zakwaterowani zostajemy w dwupokojowym mieszkaniu, w którym trwają przygotowania do kapitalnego remontu. Jednak łóżka stoją na swoich miejscach, a i woda, nawet ciepła, cieknie. Ten luksus kosztuje nas 250 hrywien i jest to zdecydowanie najdroższy nocleg podczas wyprawy. Doceniamy jednak kolejną łaskawość losu, bo – jak nam wyjaśnia taksówkarz – „mnogo turystow” przyjechało z początkiem sezonu i z noclegiem mogło być ciężko.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Krzysztof Grabowski
 

Parse error: syntax error, unexpected end of file, expecting variable (T_VARIABLE) or ${ (T_DOLLAR_OPEN_CURLY_BRACES) or {$ (T_CURLY_OPEN) in /home/kruszonaol/ftp/rowertour/panel/bbclone/var/access.php on line 164