okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 7/2012 >> Byle zdążyć na Chopina

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> z biegiem Nysy, z biegiem Odry


Byle zdążyć na Chopina

Kalina Stachowiak
Droga wzdłuż wałów z Kłopotu do Uradu

Cztery miesiące przymusowego urlopu od roweru – ubiegły sezon zakończyliśmy z kontuzjami – dały nam się mocno we znaki. Gdy tylko dostaliśmy zielone światło, nie zastanawiając się długo, spakowaliśmy rowery do pociągu i ruszyliśmy zachłysnąć się Sudetami i zachodnią granicą Polski. Tam nas jeszcze nie było.

W drodze z Warszawy stawiamy na wygodę: dwoje rekonwalescentów na jednej kuszetce, dwa rowery na drugiej. Takim sposobem docieramy do stolicy dawnego dolnośląskiego zagłębia węglowego – Wałbrzycha. Sam Wałbrzych, pomijany na liście turystycznych atrakcji regionu, okazuje się miastem rozłożonym na zboczach górskich. Już na dzień dobry przejazd jego ulicami zapewnia nam dobrą rozgrzewkę. Przez dziesięciolecia znany jako stolica górniczego zagłębia, w latach 90., wraz z zamknięciem kopalni zaczął tracić na znaczeniu. Dzisiaj udostępnia wiele ciekawych zabytków górniczej architektury, między innymi Lisią Sztolnię oraz byłą kopalnię Julia, obecnie Muzeum Przemysłu i Techniki, obie powstałe już pod koniec XVIII wieku. Początek wyprawy świętujemy kawą na rynku i ruszamy w kierunku Mieroszowa. Na horyzoncie droga pnie się mozolnie, znikając za kolejnymi zakrętami. Pierwszy dzień, pierwszy podjazd i już pierwszy kryzys, szybko zażegnany na długim zjeździe. Między stromymi zboczami wjeżdżamy do serca Gór Suchych – Sokołowska. Mała, malownicza miejscowość sanatoryjna jest byłą konkurentką Zakopanego. Stare kamieniczki, domy zdrojowe – mamy wrażenie, że czas się tutaj zatrzymał. Chętnie zostalibyśmy na dłużej, gdyby nie perspektywa dalszych kilometrów.
W drodze do Chełmska Śląskiego wyłaniają się z lasu ciekawe formy czerwonych Skał Czartowskich. Kuszą nas, aby po nich pomyszkować. Po bliższym rekonesansie stwierdzamy jednak, że – mimo szczerych chęci – pomnik przyrody nie jest najlepszym obiektem wspinaczkowym. Za to wspinaczką okazuje się dalsza część drogi. Na górze czeka na nas nagroda, przepiękna panorama na pasmo Karkonoszy. Był podjazd, będzie i zjazd. Schłodzeni parkujemy pod szpalerem drewnianych domów tkaczy w Chełmsku Śląskim. W jednej z 12 chat, nazywanych „dwunastoma apostołami”, mieści się niewielka galeria lnianych wyrobów i kawiarnia „U Apostołów”.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Paweł Hańczur