okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 7/2012 >> 7/2012 >> Nie wolno się poddawać

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Korespondencja >> Algieria


Nie wolno się poddawać

Norbert Skrzyński
Zaciskanie oczu podczas zamieci piaskowych nie przeszkadzało nam w odnajdywaniu Nowakowych śladów Algierii

W Algierii nie widzieliśmy ani jednego warsztatu, bo i rowerów nie zauważyliśmy za wiele – w kraju, w którym litr benzyny kosztuje 53 grosze, rower jest ekstrawaganckim hobby, a nie sposobem na pokonywanie odległości i zwiedzanie.

Przed wyjazdem do Algierii sądziłem, że jest kilka sytuacji, w których rowerzysta stoi (siedzi) na z góry straconej pozycji. Przecież wszyscy wiemy, że nie należy kwestionować rozkazów mundurowych, a już całkiem bezcelowe jest sprzeciwianie się przeciwnemu wiatrowi. Przez trzy tygodnie w Algierii miałem okazję zmagać się i z wiatrem, i z mundurowymi. Wiem więc, że i z jednym, i z drugim można sobie całkiem dobrze poradzić.
Etap XXIV bis pierwotnie miał się odbyć w grudniu 2011 roku i miał być etapem finałowym sztafety Afryka Nowaka. Jak wiadomo, nie odbył się w planowanym kraju, czyli w Algierii, ale w sąsiedniej Tunezji. Administracja algierska nie wydała nam wówczas wiz i musieliśmy się alternatywnie zagospodarować na ziemi tunezyjskiej. Nie wolno się jednak poddawać. Spróbowaliśmy ponownie, tym razem nieco innymi ścieżkami, i oto w niecałe trzy tygodnie od rozpoczęcia starań wizowych byliśmy szczęśliwymi posiadaczami wklejki uprawniającej do podróżowania po największym kraju Afryki. Pospiesznie przygotowywaliśmy się do wyjazdu, choć gros działań było poczynionych wcześniej.
Punktem zbornym był dla nas Algier. Na całą podróż śladem Nowaka przewidzieliśmy dwa tygodnie – samej jazdy około 10 dni, 850 kilometrów. Wydaje się, że nic szczególnego – ot, klasyczny etap Afryki Nowaka. Do powieszenia cztery tabliczki, do zobaczenia kilka miejsc Nowakowych, może zorganizowanie jakichś spotkań w szkołach, zdobycie zainteresowania lokalnych mediów,
indoktrynacja i jazda rowerami przez ogromny kraj.
Weryfikację stanu rzeczy rozpoczęliśmy jednak już podczas transferu, jaki nam załatwiono ze stolicy do Uargli, miejsca startu etapu. W podróż wyruszyliśmy o świcie, a na miejscu byliśmy po zmroku, i przez całą drogę towarzyszyła nam eskorta policyjna. Nawet nie podejrzewaliśmy, że najbliższe dwa tygodnie będziemy spędzać pod okiem kilku formacji algierskich służb mundurowych, a pierwszy dzień nie był niczym wyjątkowym ani specjalnym.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 



Zdjęcie: Norbert Skrzyński