okładka
okładka
strona główna w numerze nagroda Rowertouru kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 6/2012 >> Rower jest naszym wyrzeczeniem

nowości

Kierownica na wypasie

Controltech to najwyższa półka wśród producentów części rowerowych, marka specjalizująca się w produkcji kierownic,... »

Spokojna głowa (rodzica)

W ofercie niemieckiej marki Uvex znajdziecie wiele ciekawych kasków, ale naszą uwagę zwrócił model Quatro Junior – kask o... »

Angi zadzwoni

Od kwietnia 2018 roku w każdym nowym samochodzie sprzedawanym w Unii Europejskiej obowiązkowo musi być zamontowany system eCall, który w... »

Koszulka z bąbelkami?

Uniwersalny podkoszulek średniej grubości, który zapewnia ciepło i doskonale odprowadza wilgoć, zapewne nie znalazłby miejsca na łamach... »

Licznik inaczej

Cat-eye zaprezentował zwykły, bezprzewodowy licznik, za to w niezwykłej formie. Licznik jest zintegrowany z uchwytem, zajmuje mało miejsca,... »

Pompka nożna

Stalowe konstrukcje do pompowania opon, które królowały na bazarach w latach 90., widuje się coraz rzadziej, ale SKS uważa, że... »

poradniki

Jak je wyprostować

Z pewnością nieraz zastanawialiście się, dlaczego koła w Waszych jednośladach się krzywią i czy da się je wyprostować w warunkach... »

Po zmroku

Choć używamy ich przez cały rok, to właśnie w okresie jesienno-zimowym mają do wykonania największą robotę. Lampki rowerowe prowadzą nas... »

Wyprawa numeru >> Gruzja


Rower jest naszym wyrzeczeniem

Michał Sitarz
Spotkanie na zabytkowym moście (Adżaria)

Już na początku naszej kaukaskiej podróży musieliśmy się wykazać sporą dawką improwizacji. Czyż jednak elastyczność nie jest największą zaletą każdego planu? Nie pojechaliśmy tam przecież z zamiarem realizacji jakiegoś konkretnego zadania według ściśle ustalonej sekwencji i chronologii. Niech zatem zdarzenia same kreują przebieg naszej podróży.

Na lotnisku w Tbilisi jesteśmy późno w nocy albo, jak kto woli, wczesnym rankiem. Droga z lotniska jest początkowo całkowicie pusta, jednak po kilku kilometrach wjeżdżamy na szosę znacznie bardziej ruchliwą. Gdyby nie upał, duża liczba samochodów, otwarte studzienki, do których można wpaść z całym rowerem, jechałoby się naprawdę przyjemnie.
Najpierw chcemy przez pewien czas popedałować w Armenii, a dopiero później poświęcić czas na Gruzję. Kierujemy się więc na południe, zamierzamy jak najszybciej oddalić się od miasta, co jednak wcale nie jest takie proste. Zaraz po przekroczeniu granicy armeńskiej zauważam, że coś mi bije w tylnym kole. Oględziny i szybka diagnoza, niezbyt pomyślna trzeba dodać: tylna obręcz rozwarstwiła się i mamy spory problem. Obręcz wprawdzie DH, ale przejechała pewnie o jedną podróż za dużo. Operacja naprawiania koła, próby jego spawania w armeńskim kombinacie to temat na zupełnie inną opowieść (relacja z Armenii w numerze lipcowym „Rowertouru”). Koniec końców, po licznych perypetiach jesteśmy na dworcu w armeńskim Vanadzor i pośród kilku zaparkowanych busów dostrzegamy tabliczkę „Tbilisi”. Biorąc pod uwagę, iż wszyscy pytani wczoraj sceptycznie odnosili się do możliwości zakupu obręczy w Erywaniu, szybko analizujemy nowy wariant – powrót do punktu startu.
Jak się okazuje, również w Tbilisi zdobycie mocnego koła jest nie lada wyzwaniem. Po wielu perypetiach dostajemy kontakt do ponoć najlepszego speca rowerowego w Gruzji. Jego warsztat mieści się na drugim brzegu rzeki. Gdy już jesteśmy niedaleko wskazanej lokalizacji, dzwonię do niego. Po pięciu minutach przyjeżdża na rowerze i mówi, żeby się za nim kierować. Wsiada na swój bicykl, wykonuje może pięć ruchów pedałami i łańcuch dosłownie ukręca mu przerzutkę i klinuje się zdeformowany w kasecie.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Aleksandra Nikitin