okładka
okładka
strona główna w numerze nagroda Rowertouru kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 5/2012 >> O tym nie piszą w przewodnikach

nowości

Kierownica na wypasie

Controltech to najwyższa półka wśród producentów części rowerowych, marka specjalizująca się w produkcji kierownic,... »

Spokojna głowa (rodzica)

W ofercie niemieckiej marki Uvex znajdziecie wiele ciekawych kasków, ale naszą uwagę zwrócił model Quatro Junior – kask o... »

Angi zadzwoni

Od kwietnia 2018 roku w każdym nowym samochodzie sprzedawanym w Unii Europejskiej obowiązkowo musi być zamontowany system eCall, który w... »

Koszulka z bąbelkami?

Uniwersalny podkoszulek średniej grubości, który zapewnia ciepło i doskonale odprowadza wilgoć, zapewne nie znalazłby miejsca na łamach... »

Licznik inaczej

Cat-eye zaprezentował zwykły, bezprzewodowy licznik, za to w niezwykłej formie. Licznik jest zintegrowany z uchwytem, zajmuje mało miejsca,... »

Pompka nożna

Stalowe konstrukcje do pompowania opon, które królowały na bazarach w latach 90., widuje się coraz rzadziej, ale SKS uważa, że... »

poradniki

Jak je wyprostować

Z pewnością nieraz zastanawialiście się, dlaczego koła w Waszych jednośladach się krzywią i czy da się je wyprostować w warunkach... »

Po zmroku

Choć używamy ich przez cały rok, to właśnie w okresie jesienno-zimowym mają do wykonania największą robotę. Lampki rowerowe prowadzą nas... »

Na szlaku >> Bieszczady – z Przemyśla do Komańczy


O tym nie piszą w przewodnikach

Michał Grzejszczak
Opuszczone i popadające w ruinę zabytkowe cerkwie, jak ta prawosławna w Hoszowie wraz z XVIII-wiecznym cmentarzem, wręcz proszą o pomoc...

Gdybym miał kiedyś opowiedzieć wnukom o Bieszczadach, które kocham, musiałbym najpierw ich o coś poprosić. Musieliby spakować sakwy, wyjechać za miasto i zatrzymać się w najgęstszej puszczy, jaką napotkają po drodze. Stanąć pod świerkiem i zaciągnąć się jego oszałamiającym zapachem. Dopiero wtedy opowiedziałbym im o tym, co mnie spotkało...

Pociąg z Warszawy z niewielkim opóźnieniem wtacza się na stację w Przemyślu. Wysiadam i od razu obieram azymut na Kalwarię Pacławską. Asfalty pną się serpentynami pośród lasów, aż oczom moim ukazują się kapliczki, drewniane domki i górujący nad okolicą franciszkański klasztor.
Wioska, znana z widowiskowych, wielkanocnych pasji, oblężenie przeżywa w Wielkim Tygodniu. Kiedy docieram na miejsce, nie spotykam nikogo prócz ekspedientki w sklepie spożywczym i starszego pana delektującego się pod tymże sklepem piwem (jednym, nie więcej). W Kalwarii Pacławskiej „po sezonie” żyje nie więcej niż 200 osób, w większości emerytów. O pracę trudno. Dzięki połączeniom lotniczym z rzeszowskiego lotniska bliżej stąd do Londynu niż do Warszawy.
Choć wyjazd z wioski w kierunku Arłamowa dziś wydaje mi się banalnie prosty, tego popołudnia staje się przyczyną spędzenia w Kalwarii nocy. Szlak prowadzący przez pola nagle znika mi z oczu. Pośpiech, najgorszy z doradców, sprawia, że gubię się w najprostszym z możliwych miejsc... Pierwszą noc postanawiam więc spędzić w miejscowym gospodarstwie agroturystycznym. Rozpakowuję sakwy i po godzinie, siedząc w fotelu ustawionym na ogromnym tarasie, staję się obserwatorem genialnego teatru przyrody. Nie można w takim miejscu tracić czasu na sen. Ruszam więc na przechadzkę. Tuż za schroniskiem dla pielgrzymów spotykam miejscowych chłopaków i po chwili gram z nimi w piłkę na polanie porośniętej trawą. Cóż, o „Orliku” w Kalwarii Pacławskiej jedynie się marzy.
Ciepła noc słusznie wróżyła pogodę, ruszam więc przed siebie. Niecałe dwa kilometry dalej zatrzymuję się przy starym cmentarzu otoczonym drewnianym płotem, by chwilę później pedałować niezwykle urokliwym leśnym duktem prowadzącym do Arłamowa.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Michał Grzejszczak