okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 5/2012 >> Sto mostów do przejechania

nowości

Przerzutka bez kabli

Rowerowy świat zatrząsł się w posadach. Wszyscy mówią tylko o jednym: SRAM pokazał system AXS, czyli elektroniczne i bezprzewodowe... »

Opony dla zbyt szybkich!

Schwalbe nie udaje, że rowery elektryczne rozpędzają się tylko do 25 km/godz. Dla tych, których ograniczenia i limity nie interesują i... »

Buty cywilne

Sidi zawsze było znane z produkcji butów przeznaczonych raczej do sportu, niż do rekreacji. Zaawansowane modele szosowe i MTB wciąż... »

poradniki

E-kity bez kitu

Czy się nam to podoba, czy nie, rowery elektryczne zalewają rynek i coraz częściej pojawiają się na szlakach i drogach. Taki jest trend i... »

Wygoda i moc

Buty to często bardzo niedoceniany element ubioru rowerzysty. W odróżnieniu od tych, które nosimy na co dzień, te rowerowe... »

Na szlaku >> Wrocław


Sto mostów do przejechania

Marek Rokita
Archikatedra św. Jana Chrzciciela na Ostrowie Tumskim

Mój rower wraca do Wrocławia po 13 latach. To tu został kupiony podczas mojego studiowania. Rowerzystów było wtedy niewielu, dróg dla rowerów nie pamiętam. Były natomiast krzywe szyny tramwajowe i wszechobecny bruk. Aż dziw, że leżałem na nim tylko raz…

Przygodę zaczynam na dworcu głównym. W końcu to miejsce najczęściej odwiedzane przez cykloturystów. Dworzec jest też jednak sam w sobie bardzo interesujący. W chwili wybudowania, w połowie XIX wieku, był największy w całych Niemczech, a do dziś jego wielkość robi wrażenie. To również jeden z najpiękniejszych dworców kolejowych w Polsce. Jeśli wręcz nie najpiękniejszy. Przed Euro 2012 doczekał się gruntownego remontu, który właśnie dobiega końca.
Moim następnym celem jest wrocławski rynek, na którym znajdują się dwa punkty informacji turystycznej. Zapytam tam, na co może liczyć turysta na rowerze. Mimo że Wrocław może się dziś pochwalić dziesiątkami kilometrów dróg i ścieżek dla rowerów, z dworca na rynek nie poprowadzono żadnej. Jadę więc ulicami. Po drodze przejeżdżam przez plac Kościuszki, przy którym stoją pierwsze domy zbudowane po II wojnie światowej, oczywiście w duchu socrealizmu. W czasie wojny Wrocław ogłoszono twierdzą, wyprowadzono mieszkańców i broniono, aż do 6 maja. W mieście strzały umilkły później niż w Berlinie, zniszczenia były olbrzymie. W 1945 roku Wrocław wrócił do Polski, w której granicach na dobrą sprawę ostatnio był w okresie panowania Bolesława Krzywoustego. Zmieniono herb miasta i zaczęto zacierać ślady niemieckiej przeszłości, eksponując pierwiastek polski. Dziś Wrocław swoim hasłem „Miasto spotkań” przypomina o swej skomplikowanej historii, w której było miejsce dla Czechów, Żydów, Austriaków, Niemców i Polaków. Stąd pochodziło aż dziesięciu noblistów, kwitło tu życie naukowe i kulturalne. Miastem był wielkim i w średniowieczu (w Polsce tylko Gdańsk go przewyższał), i później. Nieprawdą jest jednak to, co często słyszałem, gdy mieszkałem nad Odrą, że przed wojną było to drugie pod względem wielkości miasto w Niemczech. Było drugie, ale nie w Niemczech, lecz w Prusach, a to tylko część Rzeszy Niemieckiej.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Marek Rokita