okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 5/2012 >> 5/2012 >> Stary-nowy welosypied z sabaczką

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Wyprawa numeru >> tandemem przez Ukrainę


Stary-nowy welosypied z sabaczką

Karolina Kiliańska, Aleksander Klaja
Na Ukrainie nie ma tandemów, więc dla dzieci przejażdżka jest nie lada atrakcją

Przed wyjazdem na Ukrainę nachodziły nas pewne wątpliwości, co do podróży tandemem. Na tandemie nie można się pokłócić, zwraca uwagę większości ludzi, ma małe koła, więc jedzie się nim powoli i opony szybciej się ścierają. Poza tym na dwóch małych kołach spoczywać będzie ciężar około 160 kilogramów.

Podczas podróży zmieniliśmy zdanie. Koła dają radę, a rozmiar naszego podwójnego roweru (i możliwość jego składania), tylko nieco dłuższego od zwykłego na dużych kołach, pozwala nam na wnoszenie go do mieszkania w bloku czy kamienicy. Najważniejsze jednak jest to, że wywołuje uśmiech na twarzach wszystkich mijanych ludzi, rozwesela celników, policjantów i resztę potencjalnie groźnych osobników. Uwielbiają go dzieci, które często biegną za nami, żeby tylko na niego dłużej popatrzeć albo zrobić zdjęcie.
Tandem był więc dobrym pomysłem. Postanowiliśmy zrealizować nasz wcześniejszy plan pojechania rowerem na Ukrainę, która kojarzyła nam się z Czarnobylem, ale także z nieskażonym cywilizacją krajobrazem, gdzie na powierzchni prawie dwa razy większej od Polski mieszka niewiele więcej ludzi niż u nas. I to również okazało się strzałem w dziesiątkę, a pierwsza tak długa wyprawa pozostawiła tylko uczucie niedosytu i tęsknoty za tym zielonym krajem…
W Polsce krótko przed wyjazdem szykujemy rower. Trochę się boimy, że się połamie i będzie wstyd. Wymieniamy oryginalne stalowe koła na aluminiowe, oddajemy ramę do przyspawania kilku płaskowników, następnie do piaskowania i malowania proszkowego. Pomarańczowy kolor wyszedł trochę za żółty, ale i tak 40-letni rower wygląda jak nowy. Tandem dostał nowe bagażniki i sakwy, więc całość robi schludne wrażenie. Nieco rzedną nam miny, bo wygląda to wszystko za ładnie.
W dzień wyjazdu ubieramy koszulki sprezentowane przez władze miasta Wągrowiec i wyruszamy spod fontanny na rynku. Moglibyśmy co prawda wsiąść do pociągu i zacząć pedałować z Przemyśla, ale wszystkie nasze dotychczasowe wyprawy zaczynaliśmy spod domu. Dzięki temu i tym razem będziemy mogli powiedzieć, że dojechaliśmy do Kijowa rowerem.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Aleksander Klaja