okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 5/2012 >> 5/2012 >> Uśmiech nic tu nie kosztuje

nowości

Przerzutka bez kabli

Rowerowy świat zatrząsł się w posadach. Wszyscy mówią tylko o jednym: SRAM pokazał system AXS, czyli elektroniczne i bezprzewodowe... »

Opony dla zbyt szybkich!

Schwalbe nie udaje, że rowery elektryczne rozpędzają się tylko do 25 km/godz. Dla tych, których ograniczenia i limity nie interesują i... »

Buty cywilne

Sidi zawsze było znane z produkcji butów przeznaczonych raczej do sportu, niż do rekreacji. Zaawansowane modele szosowe i MTB wciąż... »

poradniki

E-kity bez kitu

Czy się nam to podoba, czy nie, rowery elektryczne zalewają rynek i coraz częściej pojawiają się na szlakach i drogach. Taki jest trend i... »

Wygoda i moc

Buty to często bardzo niedoceniany element ubioru rowerzysty. W odróżnieniu od tych, które nosimy na co dzień, te rowerowe... »

Korespondencja >> Nowa Zelandia


Uśmiech nic tu nie kosztuje

Adam Wiśniewski
Wyspa Północna, okolice Te Aroha

Spotkaliśmy ludzi będących po trosze Europejczykami, po trosze mających mentalność Amerykanów, ale też starających się odnaleźć własną tożsamość. Świat, w którym my żyjemy, jest dla nich daleki i inny. Tutaj wchodzisz do sklepu, restauracji, jedziesz samochodem czy rowerem na bosaka. Nie dbasz o ubiór, a facet stojący przy barze w gumiakach, w których przed chwilą chodził po farmie, to nic nadzwyczajnego.

Siedząc w pikapie Scotta, jeszcze pięć lat temu gracza szkockiego klubu rugby, objeżdżamy jego farmę, mającą – jak nam się zdaje – wielkość niewielkiego miasteczka. Na poodgradzanych polach, w rotującej kolejności wypasają się dwa stada – łącznie 660 krów. Każda z nich codziennie zaganiana jest do dojarni, w której samodzielnie podłącza się do swoistej karuzeli z automatyczną dojarką. Tak kręci się z 30 innymi krasulami, aż w końcu odda 25 litrów mleka. Scott, zaciągając tak, że rozumiemy co któreś słowo, ze szczegółami opowiada nam o pracy farmera. Smykałkę do tego zajęcia ma w genach – wywodzi się z rolniczej rodziny o brytyjskich korzeniach, do której należy ponad 2000 krów. A tylko jego farma codziennie produkuje ponad 16 000 litrów świeżego mleka. I kto by pomyślał, że dzień wcześniej, szukając noclegu, brudni, zmęczeni, z dziesiątkami kilometrów w nogach, trafimy w ręce rugbysty-farmera.
– To stado dzisiaj tu nocuje – wyjaśnia Scott. Zatrzymuje samochód przed rozciągniętym elektrycznym pastuchem, wysiada i woła nas.
–  Chodźcie, zobaczycie je z bliska. 320 sztuk.
– Co z nimi robicie w zimie? A właściwie kiedy tutaj zaczyna się zima? – pytam.
– Z końcem maja. Na tej łące są krowy, które niejako mają wakacje i nie dają mleka. Jeżeli krowa daje mleko przez 250-260 dni, uznajemy, że to był dobry rok.
– A co z zimą? – pytam powtórnie.
– W Szkocji, kiedy było -10 stopni, czułem, że jest -10. Tutaj pada deszcz i wieje. Kiedy termometr pokazuje 0 stopni, odczuwasz, jakby było -15.
Kierujemy się dalej na południe, w stronę obowiązkowego punktu wycieczek po Nowej Zelandii – jeziora Rotorua. Okolica zaczyna się zmieniać w tolkienowskie Shire, gdzie Hobbici spokojnie palą swoje fajki, siedząc pod drzewami na niewielkich pagórkach. Żaden z naszych aparatów nie potrafi oddać klimatu tej sielskiej krainy, porośniętej trawą.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Adam Wiśniewski