okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 4/2012 >> Ze statkami na wyścigi

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Północne Niemcy – Szlezwik-Holsztyn i Kanał Kiloński


Ze statkami na wyścigi

Sylwester Markow
Wzdłuż Kanału Kilońskiego tzw. drogą techniczną można się ścigać nie tylko ze sobą

Buszując w internecie i szukając pomysłów na parodniową wyprawę z rodziną, zawędrowałem na stronę poświęconą trasie rowerowej wzdłuż Kanału Kilońskiego, łączącego Bałtyk z Morzem Północnym. Decyzja zapadła: kierunek Niemcy.

Z rodzinnego Szczecina wyjeżdżamy samochodem do Hamdorfu, miejscowości położonej nad rzeką Eider, kilka kilometrów od Kanału Kilońskiego, w której zarezerwowaliśmy noclegi i która ma być naszą bazą wypadową. Aby kilkugodzinną podróż autostradami urozmaicić sobie i dzieciom (jeździmy z dwoma dziewczynkami: Pauliną – lat 3, i Karoliną – lat 11), zaplanowaliśmy rowerowy przystanek. Na trasie do Hamdorfu leży hanzeatyckie miasto Wismar. Wystarczy zjechać z autostrady. Parkujemy pod ogrodem zoologicznym na obrzeżach miasta i ochoczo zmieniamy środek transportu. Składamy przyczepkę dla Pauliny i nasza karawana rusza w stronę miasta. Kilka kilometrów asfaltową drogą dla rowerów mija niezauważenie. Zostawiamy po lewej stronie port oraz stocznię i wąskimi uliczkami wjeżdżamy na starówkę. Niejedno duże miasto może pozazdrościć Wismarowi zabytków. Monumentalny gotycki kościół św. Jerzego zachwyca swoimi rozmiarami i czerwienią cegły, renesansowy pałac Fürstenhof nie pozwala oderwać oczu od pięknej fasady. Kilkadziesiąt metrów dalej kolejny niezwykły obiekt: wieże kościoła Mariackiego. Po nalotach drugiej wojny światowej z tej imponującej świątyni zostały tylko one: przestroga dla przyszłych pokoleń w samym sercu pięknej zabudowy. Udajemy się jeszcze na rynek, aby zobaczyć tzw. żelazne punkty Wismaru: zabudowaną studnię Wasserkunst, która do końca XIX wieku zaopatrywała mieszkańców w wodę, i kamienicę „Pod starym Szwedem” z XIV stulecia. Rynek tonie w słońcu i gwarze turystów, a my zjeżdżamy w dół brukowaną uliczką obok średniowiecznego kościoła Ducha Świętego, który przed wiekami był kościołem szpitalnym. Docieramy do portu tętniącego życiem: statki wycieczkowe, kutry rybackie, jachty i coś dla mnie: kioski z rybami. Z portowych nabrzeży rozciąga się piękna panorama miasta świadcząca o jego hanzeatyckim bogactwie.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Edyta Łaniewska