okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 4/2012 >> Orły do gniazd

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Jura Krakowsko-Częstochowska


Orły do gniazd

Joanna Saltik
Wyjeżdżamy z ruin zamku Tenczyn w stronę szlaku Greenways

To miała być nieco dłuższa wycieczka, trochę w nieznane, bo trasa była planowana właściwie z dnia na dzień. Niestety, przez kontuzję Musy skończyła się już po pięciu dniach, ale to nic… Była to nasza pierwsza dłuższa niż dzień wycieczka z przyczepką rowerową i pasażerem w środku – zarówno dziecko, jak i przyczepka zdały egzamin.

Przygodę rozpoczynamy na peronie w Piasecznie. Musa, nasza 13-miesięczna córka Dila i ja wsiadamy do pociągu. Musimy oczywiście odpiąć przyczepkę od roweru i wszystko po kolei wnosić do wagonu. Drzwi do przedziału dla osób z większym bagażem są za wąskie, przyczepka zostaje więc na korytarzu. Na szczęście jedziemy tylko do Warszawy Zachodniej, tam przesiądziemy się do pociągu TLK i mamy nadzieję, że będzie wygodniej. Wcześniej jednak czeka nas znoszenie i wnoszenie rowerów oraz przyczepki (osobno) ze schodów, bo na dworcu Warszawa Zachodnia nie ma podjazdów ani wind towarowych, które ułatwiałyby poruszanie się ludziom z większym bagażem na kółkach.
Czekamy na pociąg do Częstochowy. Gdy podjeżdża, na próżno szukamy wagonu, w którym można przewozić rowery. Konduktor przygląda nam się nieco przestraszony, a może zdziwiony, i poleca wsiąść gdzieś pośrodku składu. Sytuacja się powtarza. O ile rowery (z sakwami) przecisnęły się jakoś przez drzwi, o tyle dwuosobowa przyczepka znów się nie mieści. Wcześniej nie przyszło nam do głowy, że będziemy mieli tego typu trudności. Z przyczepki musimy więc wypakować trochę ekwipunku, lekko ją złożyć, odczepić koła i wsunąć do pociągu bokiem. Jakoś się udaje. Na szczęście w przedziale jest dość luźno, przynajmniej na tyle, że mamy miejsca siedzące.
Do Częstochowy dojeżdżamy z opóźnieniem, ale nie robi to na nas specjalnego wrażenia, bo nie mamy dokładnie ustalonego harmonogramu wycieczki. Gdzie dojedziemy, tam będziemy. Posilamy się jeszcze na dworcu i ruszamy w stronę Mstowa, aby tam wskoczyć na turystyczny Szlak Warowni Jurajskich, którym w dużej części planujemy przejechać Jurę Krakowsko-Częstochowską. Tuż za Częstochową pojawiają się pierwsze podjazdy. O ile te asfaltowe są do podjechania, o tyle te terenowe są tylko do przejścia – głównie, jeśli chodzi o rower ciągnący przyczepkę.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 



Zdjęcie: Joanna Saltik