okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 4/2012 >> 4/2012 >> Dziecko potrafi

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na finiszu


Dziecko potrafi

Sławomir Bajew
 

Powiedzmy na początek o sposobach jazdy na rowerze, których liczba wzrosła proporcjonalnie do ilości i możliwości sprzętu. W zamierzchłych czasach mojego cudownego dzieciństwa (kiedy to jeszcze rodzice nie mieli większych oporów z wypuszczeniem dziecka na rower) zasadniczo występowały trzy podstawowe.
Była to zatem przede wszystkim jazda normalna, a ponieważ kryteria normy się zmieniają, zaznaczę, że chodzi w tym wypadku o jazdę z siedzeniem umieszczonym na siodełku, trzymaniem oburącz kierownicy i poruszaniem się przed siebie z twarzą w kierunku jazdy (całkiem spore było grono śmiałków poruszających się w ten sposób tyłem do kierunku jazdy – pozycja na braci Pospisilów). Pozycja podstawowa na rowerze występuje powszechnie aż do dnia dzisiejszego i warto zaznaczyć, że w równym stopniu dotyczy obu płci. Wszelkie albowiem warianty tejże pozycji, jak pedałowanie tylko jedną nogą, kierowanie jedną ręką, a nawet patrzenie jednym okiem dotyczą przede wszystkim chłopców i to przede wszystkim w pewnym wieku, gdy matka natura gromadzi w ich organizmach nadmierną ilość jakiejś substancji, która sprawia nie tylko pojawienie się pryszczy, ale przede wszystkim dziwnych pomysłów.
Oprócz jazdy normalnej występowała jeszcze w (zaznaczam to powtórnie) szczęśliwych dniach dzieciństwa jazda bez trzymanki i jazda pod ramą – dzisiaj w zasadzie niewystępująca. Jazdę bez trzymanki uprawia wielu dorosłych do dzisiaj, przeniósłszy ten sposób z roweru rodem na inne dziedziny życia. Jeśli chodzi o jazdę pod ramą, brało się to z niezwykle skąpej podaży rynku, który ignorował potrzeby dziecięcego klienta. Wielkim powodzeniem u handlowców cieszyły się pancerne rowery marki Ukraina i – jak się miało pecha (i szczęście jednocześnie) – taki rower można było dostać jako jeden z prezentów na Pierwszą Komunię Świętą z przesłaniem obdarowującego, że przecież będziesz rósł, co z kolei (zważywszy na braki na rynku spożywczym) wcale nie było takie pewne i na przykład w moim wypadku się nie sprawdziło. Do dzisiaj mógłbym ujeżdżać Ukrainę pod ramą. Jedną z nielicznych odpowiedzi rynku na dziecięce pragnienia było urządzenie rowerowe Bobo.
Solidnością porównywalne z pancerną Ukrainą, ale rozmiarem zawieszone w momencie rozwojowym dziecka, znanym chyba jedynie konstruktorom tegoż Bobo. Dzisiejsza mnogość zachowań na rowerze, różnorodność sposobów i sprzętu jest tak wielka, że skromny turysta i wielbiciel toczenia się po ścieżkach – za jakiego się uważam – nawet nie podejmuje się opisania i uporządkowania stritów, dirtów, jumpów, tricków i im podobnych, a wymyślonych w dużej mierze przez dzieci. Gdy więc wybieracie prezent dla dziecka, ot choćby na komunię, pamiętajcie: dziecko potrafi! Potrafi nawet, a może przede wszystkim to, co tobie do głowy nie przyjdzie i... chyba nie powinno.

Sławomir Bajew – dziennikarz poznańskiego Radia Merkury, od ponad tysiąca wydań prowadzi Listę Przebojów, jest też jedynym mężczyzną w paśmie przedpołudniowym Babie Lato, autorem popularnych kalamburów. Słynie z tego, że do pracy bez względu na pogodę dojeżdża rowerem, a zimą na nartach. Na łamach „Rowertouru” publikuje od pierwszego numeru.



Zdjęcie: Sławomir Bajew