okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 3/2012 >> Przerwana lekcja freeride’u

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Styl życia >> szosowiec na góralu


Przerwana lekcja freeride’u

Marek Rokita
Podczas zjazdu jest niewiele okazji do podziwiania rozległej panoramy Val Venosta

Dostaniesz superrower i GPS i pojedziesz, gdzie chcesz! Nie, nie na zawsze, ale dobre i to. To dla mnie coś nowego. Ani z GPS-em, ani rowerem z pełną amortyzacją jeszcze nie jeździłem. Całe życie z mapą i na sztywniaku będzie miało swoje konsekwencje. Różne.

Rano ustawiłem wysokość siodełka i zablokowałem amortyzatory, bo z początku asfalt. I ruszyłem w drogę. – Możesz wjechać kolejką górską do Aschbach.
– Naprawdę? Nie, nie, to nie dla mnie. Wjadę na dwóch kołach. Lubię podjazdy. A zresztą za co miałaby być ta nagroda, którą będzie zjazd 1300 metrów w dół?
1300 metrów w górę
Uliczkami Rabli zjeżdżam do brzegów Adygi. Mijam dolną stację kolejki i drogą rowerową jadę w dół rzeki, aż do najbliższego mostu, położonego na wysokości 501 metrów n.p.m. Po drodze, mimo wczesnej pory, pozdrawiam kilkunastu cyklistów, którzy – w większości niespiesznie – posuwają się w jedną bądź drugą stronę doliny. Za mostem zaczyna się podjazd do wsi Aschbach, położonej na wysokości około 1350 metrów n.p.m. GPS prowadzi mnie asfaltową wstążką trawersującą zalesione zbocza Alp Retyckich. Od czasu do czasu wyjeżdżam bliżej krawędzi zbocza i mogę napajać się cudnym widokiem Val Venosta i jej przeciwnej strony. W wyższych partiach gór wciąż leży śnieg, w promieniach porannego słońca nad Partschins lśni wodospad. W końcu dojeżdżam do alpejskiej wioski, jako żywo wziętej z reklamy czekolady. Parę domów i dwa kościoły prawie kilometr nad winnicami i sadami doliny Adygi. Ktoś grabi siano, krowa skubie trawę. Turystów na razie nie widać. Ci, którzy chcą zobaczyć Aschbach i powędrować wyżej, na przełęcz Vigiljoch, wjeżdżają kolejką górską. Rowerów jadących w dół widzę kilka, w górę – żadnego. W wiosce nie ma żadnej infrastruktury turystycznej. Ci, którzy wysiedli z wagonika, nie są jeszcze głodni, mają siły na pokonanie kilkuset metrów w górę, by usiąść na tarasie jednego z licznych schronisk i gospód górskich. Jednak ja chcę wody. Jest gorąco. W centrum wsi znajduję jakieś źródło. Przyjmuję, że woda jest zdrowa, bo nigdzie nie jest napisane, że nie. Teraz mogę jechać dalej. Asfalt się kończy, pojawiają turyści, którzy właśnie wjechali na górę kolejką linową.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Marek Rokita