okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 3/2012 >> Do środka Europy i dwa kroki dalej

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Dolina Biebrzy


Do środka Europy i dwa kroki dalej

Michał Grzejszczak
Opuszczony dom nad Narwią

Biebrzy bez dźwięku opisać się nie da. Dźwięk jest tu wszechogarniający. Biebrza wiosną to sięgające horyzontu rozlewiska i zalane drogi, to niezliczone tysiące ptaków powracających z zimowisk, setki czapli siwych przelatujących nad naszymi głowami w cudownych, budzących uznanie kluczach. To wiatr buszujący po polach, to plusk rzeki meandrującej niczym wijąca się wstęga w rękach gimnastyczki…

Biebrza wiosną to dzikość, wolność, natura w najczystszej i najdoskonalszej postaci. Kilka lat temu natrafiłem na artykuł poświęcony tej rzece. Tekst opatrzony był znamiennym tytułem „Biebrznięci i miejscowi”. Kiedy go czytałem, wiele rzeczy jeszcze nie rozumiałem, o wielu nie miałem pojęcia. Sprawił jednak, że stałem się pasjonatem Biebrzy. Czym tak naprawdę jest ta rzeka, gdzie tkwi jej piękno i skąd bierze się jej magia, nie sposób dowiedzieć się na odległość. Tego trzeba doświadczyć. Ale, aby to zrozumieć, należy chociaż raz stanąć nad jej brzegiem i wsłuchać się w nią. Wsłuchać bezgranicznie.
Pociąg z Dworca Centralnego w Warszawie odjeżdża punktualnie, czyli nie jak zwykle. Po kilkunastu minutach podróży krajobraz zmienia się nie do poznania. Giną gdzieś ogromne skrzyżowania, gwar i zgiełk, znikają sznury samochodów i tysiące przypadkowych ludzi na ulicach.
Po dojechaniu do Łap, bez dokładnego planu podróży, ruszam na północ w poszukiwaniu wiosny, spokoju i cudownej podlaskiej przyrody. Niewiele trzeba, by marzenia się spełniły. Niewiele też, by czar miejsca prysł. Zaledwie po kilkunastu kilometrach dojeżdżam do serca pierwszego z dwóch parków narodowych, jakie podczas czterech dni wędrówki odwiedzę. Jest to Narwiański Park Narodowy, zwany polską Amazonią. Serce parku bije w Kurowie, gdzie umiejscowiono siedzibę zarządu. Dyrekcja zajmuje folwark i XIX-wieczny pałacyk. Biały, historyczny dworek doskonale prezentuje się wśród bujnych drzew i rozlewisk Narwi. Obserwacja przyrody możliwa jest dzięki ponadpięćsetmetrowej kładce zbudowanej nad rozlewiskiem. Kurowo to raj dla amatorów ptactwa, miłośników kajakarstwa rzecznego i wszystkich innych spragnionych natury turystów. Osada przy okazji zdaje się być oazą spokoju.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Michał Grzejszczak