okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 3/2012 >> 3/2012 >> Człowiek szczęśliwy z natury

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Wyprawa numeru >> Tybet, Chiny, Laos


Człowiek szczęśliwy z natury

Henryk Stawicki
U boku miejscowego kowboja żegnam Tybet, zjeżdżając z jego granic w kierunku Junnanu

Zapracowany po uszy, zza ekranu laptopa snuję marzenia w przerwach między jednym a drugim projektem. W tych momentach z uśmiechem na twarzy i cieplejszym sercem przenoszę się myślami poza biurowe mury. Daleko, najczęściej na drugą półkulę. W głąb kontynentu, z dala od egipskich kurortów, daleko od miejsc, które odzwierciedlałyby codziennie obecne potrzeby konsumowania i upodabniania się do innych. W nieznane, zapomniane, wymarzone i nietknięte miejsca, w których wyobrażam sobie ludzi szczęśliwych z natury.

Dla marzeń budowanych kawałek po kawałku, jako odpoczynek od przelewającej się skrzynki mailowej i pęczniejących harmonogramów, niespodziewanie kilka zdarzeń łączy się w realną całość i pojawia się szansa na zrealizowanie moich planów. Niespodziewanie trafiają się trzy miesiące przerwy między projektami, a podczas wyjazdu do Utrechtu poznaję Petera – podróżnika, który od sześciu lat jeździ po świecie, spełniając swoje marzenia, czym szybko inspiruje mnie do zrealizowania moich marzeń, odważnie, w pełnym wymiarze.
Zdając sobie sprawę, że swojej wyobraźni już nie zatrzymam, biorę się za przygotowania. Czytam, zbieram kontakty, mapy, no i sprzęt. Czytam dużo o rowerach na długie trasy, w końcu nigdy jeszcze nie byłem w podróży rowerowej, a tym bardziej z sakwami! Kupuję używany bicykl, a przyczepkę i sakwy otrzymuję na świetnych warunkach od sponsora, który inwestuje w moje marzenia, nie zwracając uwagi na mój brak doświadczenia. Niewiele czasu mija do momentu, kiedy ląduję w Pekinie. Wciągam pierwszy oddech wolności, co prawda pełen smogu, ale z posmakiem przygody tuż za rogiem. Wystarczyły cztery miesiące, żebym znalazł się tu, gdzie jestem. Nakręcony marzeniem samotnej podróży, jak najdalej od tłoku i cywilizacji, objeżdżam chińską stolicę w półtora dnia i pakuję się do pociągu, który przez kolejne 1250 kilometrów wiezie mnie ku miastom na skraju pustyni Gobi.
Ląduję w Zhongwei, w granicach pierwszych pustynnych wydm, gdzie życie podtrzymuje Huang He, rzeka spływająca z Tybetu, na który mam zamiar się wspiąć.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Henryk Stawicki