okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 2/2012 >> Przez góry na Mazury

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Polski Wschód


Przez góry na Mazury

Jan Kardasiński, Maksym Tychawski
Tereny wciąż znajome – nie ma tego dreszczyku, jak wtedy, kiedy zagłębiasz się w nieznane

Pomysł rowerowego wypadu na Mazury powstał na jednej z przerw pod koniec roku szkolnego. Plan był prosty: wyruszamy z domu (okolice Zakopanego) i w dwa tygodnie docieramy na pojezierze, jadąc wzdłuż wschodniej granicy. Nie wzięliśmy pod uwagę jednego: plany z zasady wydają się proste, ale...

Problemy zaczęły się już piętrzyć, zanim wyruszyliśmy. Wybuch starej kuchenki turystycznej zniszczył część mojego sprzętu, a Jaśkowi wciąż doskwierała kontuzja stawu kolanowego, której nabawił się na zawodach. Tyle o czynniku losowym. Naszym zaś błędem było zbyt późne zamówienie sakw. Trzeba tu zaznaczyć, że nie był to zwykły sprzęt bagażowy, lecz oznaczony logiem projektu Afryka Nowaka, przez co mogliśmy wspomóc przedsięwzięcie, które szczerze popieramy, a także dumnie wozić wizerunek naszego idola. Na szczęście otrzymaliśmy przesyłkę z niewielkim poślizgiem.
Tak więc w sobotę, o wschodzie wyjeżdżamy z Nowego Bystrego – niewielkiej wsi pod Tatrami. Zapowiada się ładna pogoda. Pierwsze kilometry mijają nam na poznawaniu zachowania roweru obciążonego bagażem. Pod oponami monotonnie szumi asfalt. Lecz już w Poroninie przerzucamy się na teren. Czerwony szlak miał nas zaprowadzić do Bukowiny, ale jego pierwsze kilometry prowadzą donikąd. Trudne do jazdy kamieniste dróżki, wyżłobione przez ciągniki, znikają gdzieś w polach. Korzystamy z pomocy pasterzy, którzy – słysząc o naszym celu podróży – pukają się w głowę.
Mijają kolejne kilometry, teraz kierujemy się na Czorsztyn. Tereny wciąż znajome – nie ma tego dreszczyku, jak wtedy, kiedy zagłębiasz się w nieznane. Przemieszczamy się wolniej, niż przypuszczaliśmy, a na domiar złego gubimy szlak tuż przed Niedzicą. Na szczęście traktorzysta wyprowadza nas na właściwą drogę. Jeszcze na odchodnym pyta, gdzie mamy swoje motory. Niekiedy trudno innym wytłumaczyć sens rowerowych wyjazdów. Jeszcze nie raz spotkamy się z komentarzami: „A wam to się tak chce?” lub „Ja to wam współczuję, chłopaki”. Na razie, by nie wdawać się w dyskusje, Jasiek rzuca przez ramię, że benzyna jest za droga i jedziemy dalej.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Jan Kardasiński