okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 2/2012 >> W stronę morza

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> wzdłuż Odry i Nysy Łużyckiej


W stronę morza

Małgorzata Pawlaczyk
Jedno z licznych przejść granicznych

Bliskie sąsiedztwo niemieckiego szlaku rowerowego Odra – Nysa kusiło nas już od kilku lat. Kiedy się mieszka 20 kilometrów od granicy, a do tego jest się zapalonym rowerzystą, nie można nie skorzystać. Oczywiście bliższe okolice (w promieniu około 70 kilometrów) mieliśmy spenetrowane, ale jak jest dalej?

Jesienią ubiegłego roku postanowiliśmy, że w wakacje jedziemy nad morze rowerami. Początkowo założyłam, że po drodze będziemy spać w pensjonatach, bo „w życiu się nie spakujemy z namiotami”. Szybko jednak dałam się przekonać, że tylko namioty zapewnią nam swobodę i pełną niezależność. I oto u progu wakacji stajemy na starcie. Skład ekipy: rodzice, czyli my, oraz dzieci: 5-letnia Zosia i 12-letni Adam. Nasz łączny bagaż przekracza 50 kilogramów, a do pokonania mamy niemal 500 kilometrów, na co dajemy sobie dwa tygodnie.
Wyruszamy z Siedlca w okolicach Łęknicy. Przejeżdżamy przez kładkę dla pieszych i rowerzystów i od razu znajdujemy się na ścieżce. Kierunek: Guben. Pogoda jest niezbyt obiecująca: 15 stopni Celsjusza, zaczyna padać mżawka. Jedziemy wzdłuż Nysy, po wałach przeciwpowodziowych. Spotykamy sporo sakwiarzy, jest niedziela, więc ruch dość wzmożony. Widzimy wesołą zorganizowaną grupę niemieckich rowerzystów, którzy, jak się okazało, też zmierzają w kierunku morza.
W okolicy Forst mijamy kilka zrujnowanych starych mostów. Szkoda, że nikt nie próbuje ich odbudować. Przejeżdżamy obok Wschodnioniemieckiego Ogrodu Różanego w Forst, który został założony w 1913 roku. Można w nim podziwiać około 40 000 krzaków 400 odmian róż. Po kolejnym przymusowym przystanku (co kilkadziesiąt minut pada deszcz i chowamy się pod drzewami) pedałujemy dalej do zabytkowej elektrowni wodnej w Grießen. Zbudowana z klinkieru w latach 20. ubiegłego wieku jest obecnie wyposażona w najnowocześniejsze turbiny. Późnym popołudniem docieramy do Gubina/Guben. Przejechaliśmy tego dnia 56 kilometrów, a czujemy się dość wyczerpani. Okazuje się, że jazda ze znacznym obciążeniem to niezupełnie to samo, co bez niego. Po zakwaterowaniu w domu turysty po polskiej stronie rzeki wybieramy się na zwiedzanie obu miast. Przechodzimy na Wyspę Teatralną na Nysie.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Małgorzata Pawlaczyk