okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 2/2012 >> Zanim zima zwinie manatki

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Beskid Żywiecki


Zanim zima zwinie manatki

Tomasz Dębiec
Na stokach Romanki pod kołami mieliśmy zarówno śnieg, jak i błoto

Zima w górach trzyma długo. Czasem śnieg, który spadnie w listopadzie, topnieje dopiero w kwietniu. Czy to oznacza, że mamy rezygnować z wyjazdu w najpiękniejsze rejony Polski? Oczywiście, że nie. Trzeba tylko odpowiednio się do takiej wyprawy przygotować i poczekać na właściwy moment.

Warunki przesądzają o sensowności wybierania się na tego typu eskapadę. Zima ubiegłego roku była bardzo dziwna. Tak samo złościła cepra z Mazowsza, jak i górala z Podhala. Tego pierwszego dlatego, że było za dużo śniegu, a tego drugiego, że za mało.
Początek marca w wysokich partiach Beskidów to okres, kiedy warstwa białego puchu jest najgrubsza, przyrasta całą zimę, rzadko kiedy poddając się odwilżom. Ale w zeszłym roku sytuacja była inna niż zwykle i pozwalała na śmiałe rowerowe plany, zanim kalendarzowa zima zwinęła manatki.
Postanowiliśmy nie iść na łatwiznę. Rysianka w Beskidzie Żywieckim na początku marca to nie jest typowy cel wycieczek rowerowych. Zresztą w środku lata też nie oblegają jej fani dwóch kółek. Wjechać tu nie jest łatwo, ale jest to możliwe chociażby od strony Złatnej. Fatyga się z pewnością opłaci, bo wydostajemy się na wysokość około 1300 metrów n.p.m., co – jak na beskidzkie warunki – jest bardzo dobrym wynikiem. Nie mniej od cyferek ważny jest widok z tutejszej hali, smak żurku ze schroniskowej kuchni i możliwość kontynuowania wycieczki jednym z licznych fantastycznych zjazdów.
Tyle teorii. Tymczasem nasza kilkuosobowa ekipa z niemałym trudem zdołała się zebrać w umówionym miejscu. Okazałem się tym razem hamulcowym, bo szukałem Żabnicy w nie tej, co trzeba, dolinie... Koledzy po solidnej dawce standardowych uszczypliwości, serwowanych przy takich okazjach, nie mieli mi za złe opóźnienia i mogliśmy ruszyć na trasę. Nasz główny cel – Hala Rysianka – była jeszcze daleko. Pierwsze kilometry to przejazd w górę wsi Żabnica. Choć trudno tu mówić o wyraźnym podjeździe, to wsiadając na rower i naciskając na pedały, nie ma się wątpliwości, że teren się wznosi. Po kilku kilometrach rozgrzewki zaczyna się prawdziwy podjazd. Musimy się wspiąć na Halę Boraczą. Mamy do pokonania 260 metrów różnicy poziomów na długości nieco ponad trzech kilometrów.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Tomasz Dębiec