okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 2/2012 >> 2/2012 >> Pierwsze, siódme i następne

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na finiszu


Pierwsze, siódme i następne

Robb Maciąg
 

Po raz pierwszy stanąłem po drugiej stronie barykady. Teraz to ja (razem z resztą szanownej kapituły Nagrody „Rowertouru”) miałem czytać i decydować, czy tekst jest dobry. Wierzcie mi lub nie – to nie było zabawne. Czy to, co podoba się Maciągowi, musi być oczywiście dobre?
Po dwóch, trzech akapitach wiedziałem, czy opowiadanie jest dobre, ale i tak musiałem je doczytać do końca. Uczciwie. Pierwsze, siódme i następne. Z takim samym zaangażowaniem i otwartym sercem. Czytam i decyduję – to dobre, to świetne, to prawie genialne. Na moje szczęście nie byłem w tym sam. Zawsze mogę się wytłumaczyć, że reszta kapituły mnie przegłosowała.
Pisanie o przygodach ciągle uczy nas pokory. Trzeba się wciąż zastanawiać, kto jest jej prawdziwym bohaterem. Rozerwana opona, my w potrzebie czy bezinteresowni ludzie, którzy nam pomagają. A może właśnie deszcz, który cały czas leje.
Kto kiedykolwiek pisał, ten wie, że pisanie jest trudne i zastawia na nas pułapki. Jak zacząć akapit? Jak to wszystko ubrać w słowa? Kto ma być bohaterem, a kto tylko tłem historii? Pocieszę teraz wszystkich, którzy wysłali swoje relacje na konkurs – sam borykam się z taki samymi problemami jak wy wszyscy. Na koncie mam kilka książek, a wciąż nie wiem, jak zacząć kolejny rozdział…
Pisanie prac konkursowych wymaga większej odwagi. Własne przeżycia, zwycięstwa i porażki stają się nagle sprawą publiczną. Ktoś to będzie porównywał i krytykował. Trzeba być gotowym na pochwały i zazdrość. W dodatku ktoś przecież będzie to czytał i oceniał. Ktoś obcy. Ktoś nieznajomy. Może nie będzie siedział jak nauczyciel od języka polskiego z czerwonym długopisem i kreślił, ale i nie odeśle pracy do poprawy. Nie dopisze: „Postaraj się następnym razem. 3+”.
Wszyscy tutaj jesteśmy rowerzystami i zwiedzamy świat. Jedni pędzą na złamanie karku, odhaczając kolejne przełęcze, inni odliczają podróż zamkami, które zobaczą. Dla kogoś innego ważne są tylko rozmowy i spotkania z ludźmi. Wszyscy wiemy, że istotą odkrywania świata wcale nie jest odległość. Egzotyka i tajemnice kryją się za rogiem naszej ulicy. Pewnie dlatego tak często ich nie zauważamy, patrząc na horyzont i marząc o wielkich przygodach.
Mieszkamy w fascynującym kraju. Pełnym splotów historii i zawirowań. Większość nieodkrytych tajemnic leży przy małych, mniej ważnych drogach. Gdyby nie my, rowerzyści objeżdżający nasz kraj na prawo i lewo, pewnie większość z nich pozostałaby ukryta przed światem. Czy gdyby nie my, o Tatarach i ich drewnianych meczetach wiedziałaby cała Polska? Kto spotykałby tych wszystkich fascynujących ludzi mieszkających z dala od turystycznych atrakcji? Kto wytycza szlaki i drogi nieraz na przekór mapom i zdrowemu rozsądkowi? Gdyby ktoś nie wierzył, że jesteśmy nowoczesnymi odkrywcami, niech poczyta rowerowe blogi i… „Rowertour”.

Robert Robb Maciąg – z wykształcenia nauczyciel, z pasji – rowerzysta, fotograf i autor trzech książek podróżniczych. Za podróż rowerową po Chinach został uhonorowany nagrodą Travelera, przyznawaną przez „National Geographic”. Wraz z Anią, żoną – rowerzystką, przejechał dopiero kawałek świata. Uwielbia czytać dobre książki i oglądać jeszcze lepszą fotografię. Na łamach „Rowertouru” publikuje od pierwszego numeru. Członek Kapituły Konkursu o Nagrodę „Rowertouru”. Jego strona internetowa: www.ku-sloncu.org



Zdjęcie: Anna Maciąg