okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 2/2012 >> 2/2012 >> Dobra mantra na drogę

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Korespondencja >> rowerem przez Kordyliery


Dobra mantra na drogę

Piotr Strzeżysz
Off-road w Dolinie Śmierci

Od kilkunastu minut stoję w przydługiej kolejce na przejściu granicznym między Kanadą a USA, na południe od Surrey. Jak się okazuje, niepotrzebnie. –Rowerzystów obsługujemy poza kolejnością – dowiaduję się od postawnego służbisty, który poprosił mnie o paszport.

Mężczyzna przejrzał niedbale dokument, po czym, spojrzawszy na rower, dorzucił: – Are you f...g nuts cycling in this f...g weather? – co w bardzo swobodnym tłumaczeniu znaczyło, czy wszystko ze mną w porządku, że jechać w taką pogodę. Rzeczywiście, widok za oknem nie zachęca do podróży, nawet samochodem, nie mówiąc już o rowerze. Od rana pada rzęsisty deszcz i nic nie wskazuje na choćby najmniejszą poprawę warunków dalszej jazdy. W odpowiedzi na zadane pytanie tylko się uśmiechnąłem. Trzeba jechać, samo się nie przejedzie, a pogoda, jak pogoda, czasem słońce, czasem…
Rzeczywiście, mocno pada. Po krótkim czasie jestem cały mokry, bo goretex się super sprawdza, naprawdę. Świetny jest, ale wtedy, jak nie pada. Trochę lepszy jest tak zwany płaszcz albo peleryna za pięć złotych. Niestety, też na krótką metę, bo człowiek i tak robi się mokry, tyle że od środka. Po kilku godzinach jazdy w rzęsistym deszczu nawet siła woli nie ma szans. Dla zachowania resztek zdrowia psychicznego trzeba się w końcu gdzieś zatrzymać. Rozbijanie mokrego namiotu, jeśli jest się przemoczonym do suchej nitki, i do tego w ulewnym deszczu, jest czynnością balansującą na granicy jawy i snu. Kto rozbijał, to wie, kto nie rozbijał, i tak nie zrozumie.
W takiej deszczowej aurze jechałem przez prawie dwa tygodnie od przekroczenia granicy. Słońce, jeśli już, pokazywało się tylko na chwilę. Chciałem się jak najszybciej dostać na południe, do Kalifornii, bo naprawdę dość już miałem i śniegu, i deszczu. Okazało się, że poruszanie się rowerem po tak podobno przyjaznym rowerzystom stanach, jak Waszyngton i Oregon, wcale nie jest takie łatwe. Stara autostrada numer 99, która prowadzi z północy na południe, urywa się czasem niespodziewanie albo łączy się z nową autostradą nr 5.

Piotr Strzeżysz będzie jednym z gości specjalnych ceremonii wręczenia nagród „Rowertouru” (18 lutego). Przedstawi tam pokaz slajdów i opowie o swojej ostatniej podróży.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Piotr Strzeżysz