okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 11/2011 >> Taniec z gwiazdami

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Styl życia >> Nocna jazda


Taniec z gwiazdami

Łukasz Wiśniowski
Rower, mocna lampa, długi, jesienny wieczór i odrobina szaleństwa to sprawdzona recepta na superprzygodę

Jesień w pełni, może nawet ma się ku końcowi. Słońce zachodzi około 16. Dla większości to wystarczający powód, by odstawić rower do piwnicy lub powiesić na haku. Warto się jednak jeszcze zastanowić, nie rezygnować. Nocny przejazd każdą, nawet znaną jak własna kieszeń, ścieżką czy leśną drogą będzie zupełnie nowym doświadczeniem. Doświadczeniem, które nas ominie, jeśli spędzimy listopadowy wieczór przed telewizorem.

W zasadzie wystarczy zaopatrzyć swój rower w mocną przednią lampę i po prostu wyruszyć na nocną eksplorację bezdroży. Najlepiej, bo raźniej i bezpieczniej, w towarzystwie podobnych sobie szaleńców. Warto zacząć od sprawdzenia prognozy pogody. Oczywiście optymalnie, jeżeli wieczór jest ciepły, a niebo bezchmurne. Grunt to jednak brak deszczu. Opady śniegu nie są niewskazane, ale jazda, także nocna, w białym puchu to już inny temat. Kolejnym krokiem jest zapewnienie sobie sprawnego i jak najjaśniejszego oświetlenia. To ono będzie miało znaczący wpływ na frajdę, jaką odczujemy. W ciągu ostatnich kilku lat rozwój technologii umożliwił konstruowanie lekkich i wydajnych lampek wykorzystujących białe diody LED. Najpopularniejsze są te montowane na kierownicy. Dobrze sprawdzają się również czołówki, czyli lampki zakładane na głowę. Optymalne jest ich łączne zastosowanie. Nawet jeśli mamy dwa źródła światła, warto zabrać ze sobą jedno zapasowe lub przynajmniej dodatkowy komplet baterii. W miarę możliwości, dla zaoszczędzenia czasu i prądu w akumulatorach i bateriach, przejażdżkę dobrze jest rozpocząć maksymalnie blisko obszaru, który chcemy eksplorować. Jak może wyglądać nocna przygoda na rowerze, opiszę na przykładzie własnych doświadczeń.

Niebo, którego w mieście nie ma

Rozpoczęło się od telefonów, e-maili i negocjacji z małżonkami. Dla młodych ojców często jedyną możliwą porą dnia, którą mogą przeznaczyć na realizację swojej pasji, jest wieczór. Oczywiście pod warunkiem wcześniejszego oporządzenia i uśpienia swoich pociech. Pierwsza tura negocjacji nie wszystkim się powiodła i w umówionym miejscu stawiły się tylko dwie osoby. Nie przeszkodziło to jednak w zorganizowaniu fantastycznej przejażdżki. Wystartowaliśmy spod granicy Wielkopolskiego Parku Narodowego. Znamy go dość dobrze, więc pierwszym celem był przejazd fantastycznym czarnym szlakiem wzdłuż Jeziora Dymaczewskiego. Fenomen szlaku polega na dużej liczbie ciasnych zakrętów i konieczności pokonania kilkunastu stromych, choć krótkich podjazdów i zjazdów. Brak czołówki oraz stosunkowo małą moc lampki na kierownicy okupiłem zawadzeniem o jedno z drzew na którymś z zakrętów.
Później skierowaliśmy się na śródleśną polanę, gdzie zrobiliśmy krótką przerwę. Zgasiliśmy wszystkie lampy i delektowaliśmy się obserwacją rozgwieżdżonego nieba. W mieście, a nawet kilka kilometrów od jego granic, trudno je zobaczyć. Następnie ruszyliśmy w stronę Ludwikowa i urokliwego jeziora Kociołek. Nasz przejazd przez Góry Szwedzkie zdawała się obserwować spora rzesza mieszkańców lasu, których obecność była wyraźnie słyszalna. Pokonanie stromego i krętego zjazdu z Ludwikowa do jeziora Kociołek to bardzo intensywne przeżycie. Stamtąd przejechaliśmy czerwonym szlakiem wzdłuż zachodniego brzegu Jeziora Góreckiego, po czym z osady Górka niebieskim szlakiem dotarliśmy ponownie do czarnego szlaku i w ten sposób zamknęliśmy pętlę. Po drodze zrobiliśmy jeszcze jeden przystanek na oglądanie gwiazd oraz przysłuchiwanie się odbywającemu się właśnie w lesie rykowisku. Niesamowite wrażenie wywierają dobiegające ze wszystkich stron odgłosy jelenich godów. Jazdę zakończyliśmy około godziny 23, pokonując nieco ponad 25 kilometrów.

Trzeci tata z superlampą

Jako że wrażenia były przednie, a warunki atmosferyczne idealne, zdecydowaliśmy się na jak najszybsze powtórzenie wycieczki. Po dwóch dniach, pragnąc wykorzystać ustabilizowaną, bardzo sprzyjającą pogodę, spotkaliśmy się znowu. Do pierwotnej ekipy dołączył trzeci śmiałek wyposażony w niezwykle mocną lampę umieszczoną na kasku. Pomny spotkania z drzewem również doposażyłem się w czołówkę oraz pożyczyłem od kolegi mocną lampę z zewnętrznym akumulatorem. Ramowy plan wycieczki był podobny, choć większa ilość wolnego czasu i brak konieczności wstawania wcześnie rano dnia następnego pozwoliły nam na swobodniejsze kształtowanie jej przebiegu. Trasę urozmaiciliśmy najpierw wjazdem na Osową Górę, a potem arcyciekawym, pokonanym dwukrotnie przejazdem wąskimi ścieżkami okalającymi pożegowskie glinianki. Po fantastycznym zjeździe z Osowej Góry skierowaliśmy się czerwonym szlakiem w stronę leśniczówki Górka. Stamtąd chcieliśmy przebić się do Jeziora Góreckiego. Porządnie jednak zbłądziliśmy.
W nocy większość punktów orientacyjnych pozostaje bowiem ukryta w ciemnościach, gdyż światło nawet najlepszych lamp ma jednak ograniczony zasięg. W końcu, korzystając z kompasu w telefonie, udało nam się wrócić na szlak, choć pewnym zaskoczeniem było to, że ponownie znaleźliśmy się przy leśniczówce.

Zdjęcie: Łukasz Wiśniowski



skomentuj ten artykuł

Komentarze


1-04-2013 20:22 28cali
Pomysł wart uwagi :)