okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 5/2008 >> 5/2008 >> Na koniec Starego Świata

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Wyprawa numeru >> Czechy, Niemcy, Austria, Liechtenstein, Szwajcaria, Włochy, Francja, Hiszpania, Portugalia


Na koniec Starego Świata

Janusz Danak
Chwila nad Atlantykiem

Plan był ambitny. Dojechać na dwóch kołach na koniec Starego Świata, czyli stanąć na portugalskim przylądku Cabo da Roca. Nie jechać jednak prosto przed siebie, byle do celu, lecz szlakiem europejskich sanktuariów i miejsc pielgrzymkowych. Ponad 5000 kilometrów –z Kłodzka do Turynu i z Turynu do Lizbony – przejechałem w dwa kolejne letnie urlopy.

Podróż podzieliłem na dwa etapy i dwa kolejne lata. Na początek Czechy. Ogromne wrażenie robi na nas kaplica czaszek w Kutnej Horze, w dzielnicy Sedlec. To miejsce szczególne. W XIII wieku opat miejscowego klasztoru rozsypał tu świętą ziemię z Grobu Bożego w Jerozolimie, więc wielu śmiertelników chciało w niej spocząć na wieki. Na cmentarzu pochowano ponad 40 tysięcy osób.
Po trzech dniach pedałowania docieramy do głównego sanktuarium maryjnego Czech, położonego u wrót miasta Přibram. Zdobywa się tu Świętą Górę po pokonaniu schodów liczących 343 stopnie.
Z Czech ruszamy do Bawarii. Zatrzymaliśmy się w Passau, leżącym u zbiegu trzech rzek: Dunaju, Inn i Ilz. Sam Napoleon Bonaparte – w pełni zasłużenie – powiedział o mieście, że nie widział piękniejszego w całych Niemczech. Z Passau popedałowaliśmy do Altötting, w którym od wieków króluje Czarna Madonna. To miejsce cudownie omijane przez zawieruchy historii. Niezwykła Kaplica Łask nigdy nie spłonęła, mimo że wiele razy miasto niszczyły pożary. Do dziś ludzie wspominają II wojnę światową i bomby lotnicze, które spadając nie wybuchały.
Jedną z najważniejszych atrakcji wyprawy miał być zamek Neuschwanstein, położony w Alpach Bawarsko Tyrolskich. Stojący na wzniesieniu, kilka kilometrów od miejscowości Füssen, zaprojektowany w różnych stylach historycznych, prezentuje się niezwykle okazale i nawet sam Walt Disney nie znalazł piękniejszego na świecie, popularyzując go w czołówkach swoich filmów. Pomysłodawca budowli, Ludwik II Bawarski, zwany Szalonym, zażyczył sobie, by po jego śmierci zamek zburzono, chroniąc go tym samym przed niepożądanym wzrokiem ciekawskich. Na szczęście tak się nie stało.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”



Zdjęcie: Janusz Danak