okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 11/2011 >> 11/2011 >> Rowery, o dziwo, przetrwały

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Wyprawa numeru >> Madagaskar


Rowery, o dziwo, przetrwały

Magdalena i Paweł Opaska
Jeden z licznych mostków na trasie pomiędzy Mananarą a Maroantsetrą

Gdy w marcu 2009 roku kończyliśmy naszą ponaddwuipółletnią podróż rowerową dookoła świata, czuliśmy, że była ona niepełna. Kryzys finansowy, który się wtedy rozpętał na świecie, pochłonął resztki naszych oszczędności i odebrał nam… Afrykę. Mieliśmy niedosyt i odkładaliśmy na kolejną podróż.

Wiedząc, że mamy zaledwie trzy miesiące do dyspozycji, zdawaliśmy sobie sprawę, że całego afrykańskiego kontynentu nie objedziemy. Nie lubimy się spieszyć, zdecydowaliśmy się więc wybrać jeden region, ale spędzić tam cały czas, by nasycić się nim do woli. Złośliwi powiedzą, że wybierając Madagaskar, tak naprawdę znów nie trafiliśmy do Afryki – wszak wyspę tę często nazywa się ósmym kontynentem. Ludzie, którzy ten ląd zasiedlili, przybyli najpierw z odległych rejonów Azji i Polinezji, dopiero później z Afryki. Nam to nie przeszkadzało…
Nie podlegało dyskusji, że Madagaskar będziemy zwiedzać na rowerach. Tylko jak to zrobić, gdy Air France za transport jednego bicykla, w jedną tylko stronę, zażyczył sobie 200 euro! Wtedy przypomnieliśmy sobie, że Chałupski dojechał do Indii na taniej meridzie, Maciąg podróżował po Chinach na starym, chińskim rowerze, więc dlaczego i nam nie miałoby się udać przejechać przez Madagaskar na chińczykach?
Już na wyspie okazało się, że znalezienie roweru nadającego się do jazdy nie było łatwe. W sprzedaży dominowały rowery „plastyczne” – to znaczy łatwo zmieniające kształt, co przy moich 90 kilogramach wagi było bardzo prawdopodobne. Znaleźliśmy jednak salon, gdzie kupiliśmy dwa rowery – Enduro Warrior. Stalowa rama, przerzutki Shimano (wszystkie 18). To nic, że model był dla mnie za mały.
Na Madagaskar przywieźliśmy swoje bagażniki, które niestety nie pasowały. Plastikowe zamienniki, nawet przy niezbyt ciężkim bagażu, uginały się i bujały na wszystkie strony. Kupiliśmy na targu stalowe pręty, fachowcy od razu je pospawali i mieliśmy bagażniki, na których można by przewozić i słonia.
Z Antananarivo wyruszyliśmy na południe. RN 7 – główna droga wiodąca ze stolicy do Toliary na zachodnim wybrzeżu – chyba w każdym europejskim kraju kwalifikowałaby się co najwyżej na drogę podrzędną.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Magdalena i Paweł Opaska