okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 11/2011 >> 11/2011 >> By krew pobudzić do krążenia

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na finiszu


By krew pobudzić do krążenia

Ryszard Szurkowski
 

Dla pasjonatów rowerów ani deszcz, ani błoto, ani śnieg, ani umiarkowany mróz nie są przeszkodą. Oni biorą swoje rowery i jadą. Mają w sobie wewnętrzny przymus pedałowania, przebywania w naturalnych plenerach jesieni i zimy. W każdej wolnej chwili. Tych ludzi ciągle przybywa. Nowicjuszom zalecam do jazdy jesienią i zimą rower górski i odpowiednie stroje, które są do kupienia w sklepach sportowych o profilu rowerowym. Ważne, by wyjść z domu i by jazda odbywała się w jego pobliżu. Po to, żeby podczas technicznej awarii lub przebicia dętki napraw nie robić na mrozie i daleko od własnego, ciepłego mieszkania. W okresie jesienno-zimowym, raz w tygodniu staram się wsiąść na rower. I wyjechać z domu. Wtedy więcej czasu spędzam na trenarzeże, regularnie gram w tenisa i siatkówkę, pływam. Dla tych, którzy nie mają rozeznania i nie wiedzą, czy warto jesienią i zimą pedałować – odpowiadam: warto! Naprawdę warto!
W jesiennej szarudze czy też w temperaturach ujemnych, do minus kilku stopni Celsjusza, trudne jest już samo wyjście z rowerem z domu. Trzeba się przełamać. Ale już po pierwszym kilometrze, po pierwszych 15 minutach jazdy odczuwamy, że nie jest już tak zimno, że właściwie jest przyjemnie, że warto pedałować. Pierwsze jazdy w takich warunkach pogodowych niech trwają od 30 minut do godziny, ale jak już jesteśmy zaprawieni w jeździe, spokojnie możemy jechać przez 2-3 godziny. Do bidonu termosu wlewamy ciepłą, słodką herbatę – różnie zaprawioną (sokiem, miodem, miodem z cytryną). Na rowerze nie można się przemęczać, choć lekkie zmęczenie jest pożądane, by porządnie dotlenić organizm. Po takiej jeździe wskazany jest prysznic, dobry posiłek, regenerujące płyny – woda mineralna, soki, lampka czerwonego wina. Odczuwamy wówczas radość z pokonanej trasy i już myślimy o następnej…
Kiedy byłem kolarzem, sezon wyścigowy kończył się zawsze we wrześniu. Październik był miesiącem odpoczynku, oddechu, treningi na rowerze malały o połowę i miały mniejszą intensywność. Zaczynałem wówczas grać w hokeja na lodzie, w piłkę nożną, wiosłować, dźwigać ciężary. Podobnie było co roku także w listopadzie. Grudzień i styczeń – to był już czas intensywnych treningów przed nowym sezonem. Również na rowerze. Przez 20 lat uprawiania kolarstwa jeździłem rowerem w mrozie i ani razu nie byłem przeziębiony. Wiedziałem, jak zadbać o siebie, jak się ubrać, by od października do wiosny nie złapać grypy lub przeziębienia.
Zimą z kolegami z kadry spotykaliśmy się na zgrupowaniach w Zakopanem. Biegaliśmy na nartach, podnosiliśmy ciężary, pływaliśmy. Nasze przygotowania do następnego sezonu obejmowały także jazdę na rowerze. Trener Henryk Łasak ordynował nam jazdę na rowerach szosowych z Zakopanego do Nowego Targu i z powrotem. I jeśli w zimowej stolicy Polski było około minus
10 stopni mrozu, to w Szaflarach zawsze było zimniej, o 5-7 stopni. By ochronić ręce i stopy przed silnym zmarznięciem, przerywaliśmy pedałowanie, by biegiem pobudzić krew do szybszego krążenia w całym ciele. I znowu siadaliśmy na nasze rowery szosowe. Szaflary kojarzą mi się z fabryką nart, mrozem i wysiłkiem podczas kolarskich treningów.

Ryszard Szurkowski – polski kolarz szosowy, najbardziej znany
ze zdominowania przez kilka lat z rzędu Wyścigu Pokoju, kilkakrotny mistrz Polski i mistrz świata amatorów. Działacz sportowy, były prezes Polskiego Związku Kolarskiego.

 



Zdjęcie: Maciej Nowaczyk