okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 11/2011 >> 11/2011 >> Drogie Czytelniczki, Drodzy Czytelnicy!

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Przed startem


Drogie Czytelniczki, Drodzy Czytelnicy!


Wybrałem się do sklepu. Niby zwykła rzecz, ale tym razem był to ten większy – supermarket. Dawno tu nie byłem, wiele się od mojej ostatniej wizyty zmieniło.
Przede wszystkim pojawiły się drogi dla rowerów. Asfaltowe, gładkie, choć znikąd. Komfort i bezpieczeństwo. Karnie usunąłem się z ulicy i po chwili zawitałem przed jednym z trzech wejść do centrum handlowego. Potem pod drugim i trzecim… Drogi są, ale stojaki zniknęły. Jest już chłodno, więc amatorów zakupów na rowerach jakby mniej, ale ci, którzy pod sklep zajadą, zmuszeni są do upinania swoich skarbów do znaków drogowych i latarni. W supermarketach wszystko jest większe,
przede wszystkim zakupy, więc pewnie właściciel zlekceważył możliwości naszych pleców i bagażników. Można przypuszczać, że nie czytuje „Rowertouru” i opisywanych na naszych łamach wycieczek. Zatem drogi dla rowerów tak, a stojaki nie? To tak, jakby ktoś zagrzmiał zza kierownicy samochodu: „Nie będziecie jeździć naszymi drogami i kupować w naszych sklepach!”. Na tym właśnie polegają działania pozorowane. Niby jest lepiej, a jakby gorzej. Czy po to te drogi zbudowano, żeby cykliści zwiedzali okolice centrum handlowego i, zauroczeni jego ogromem, wrócili tu samochodami?
Kiedy Tadeusz Kopta, nasz człowiek w Głównej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, z którym wywiad publikujemy na łamach, w latach 70. zaczął dojeżdżać do pracy rowerem, pozycja bicykla w Polsce była porównywalna z tą, jaką dziś ma w krajach arabskich czy w Indiach, gdzie wciąż kojarzony jest bardziej z biedą niż zdrowym stylem życia. Lata pracy, włożonej przez coraz większą liczbę rowerowych działaczy oraz zwyczajnych entuzjastów dwóch kółek, przynoszą owoce, choć – jak przykład opisany powyżej pokazuje – są to czasami owoce niedojrzałe i cierpkie. Jesienią i zimą już nie tylko anarchistyczni aktywiści z dredami wsiadają na swe zdezelowane holendry, ale również tak zwani zwykli ludzie, którzy kierując się zbliżonymi, lecz w większości nie ideologicznymi pobudkami, przedłużają sezon rowerowy, jak się da najdłużej. Kto sieje drogi, zbiera samochody. Jednak jeśli będą to drogi dla rowerów, zaowocuje to większą liczbą bicykli. Zwłaszcza jeżeli na drogach dla rowerów będzie równa nawierzchnia, nie zaś spękany asfalt pamiętający pionierów roweru miejskiego w Polsce lub pokruszone betonowe kostki, a na nich rozbite szkło.
Dzień coraz krótszy, więc teoretycznie rowerzystów na ulicach powinno być mniej. Ale właściwie dlaczego? Ile razy słyszeliśmy: Nie za zimno na rower? Nie za ciemno? A przecież nikt pieszemu, idącemu na spacer, takich mądrości nie prawi. Kierowcy też nie. Co więcej, krótszy dzień może być nawet szansą na inspirujące doznania, na przykład podczas nocnej jazdy. Nie musimy czekać do czasu, kiedy może wolelibyśmy położyć się już spać, by włączyć lampę i ruszyć naprzeciw przygodzie. Listopad to bardzo kapryśny miesiąc. Stać może się dosłownie wszystko. Może, kiedy czytacie te słowa, za oknem przygrzewa słońce, może temperatura spadła grubo poniżej zera, a z nieba sypie śnieg. Podobno jedynym pewnym sposobem na podniesienie odporności organizmu jest wykonywanie wysiłku fizycznego podczas niesprzyjającej pogody. W takim wypadku listopad,
jak żaden inny miesiąc, nadaje się do budowania formy i zdrowia na cały rok.

Marek Rokita
p.o. redaktor naczelny