okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 10/2011 >> Nas troje, wyspy też trzy

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Estonia. Hiuma, Sarema i Muhu


Nas troje, wyspy też trzy

Mirosław Pieprzycki
Cypel Sääre tirp. Dookoła Marcina tylko wody Bałtyku

Wyruszamy na nasze kolejne, już piąte, rowerowe wakacje. Tym razem na wschód Europy, do Estonii. Kierunek mało znany, niezbyt popularny. Dużo różnych stereotypów słyszeliśmy na temat tego kraju, dawnej części Związku Radzieckiego, więc tym większa niewiadoma, niepewność i ciekawość. Trzy estońskie wyspy: Sarema, Hiuma i Muhu, na które dotarliśmy, okazały się rajem dla rowerzystów.

Najpierw wjeżdżamy na Litwę. W ekspresowym tempie w trzyosobowym składzie – Beata, dziewięcioletni Marcin i ja – przejeżdżamy Łotwę i w miejscowości Ainazi przekraczamy granicę łotewsko-estońską. Ponieważ zjechaliśmy z głównej drogi Via Baltica, w boczną drogę biegnącą nad brzegiem morza, musimy dobrze się przyjrzeć, gdzie faktycznie znajduje się pas graniczny. Zjazd na nocny odpoczynek, w stronę morza pokazuje nam estońską rzeczywistość. Wzdłuż drogi, nad samym morzem, znajduje się kilka bezpłatnych, w pełni zagospodarowanych, pięknie położonych pól biwakowych, utrzymywanych przez estońskie lasy państwowe. Namiot rozbijamy niedaleko plaży po raz pierwszy i – jak się później okazało – nie ostatni z widokiem na Bałtyk.
Rano zaczyna padać. No, nieźle się zaczyna. Nie ma na co czekać. W deszczu zwijam namiot i jedziemy na północ, w kierunku portu Virtsu. Po drodze jeszcze nadmorska miejscowość Pärnu, gdzie robimy małe zakupy. Dojeżdżamy w okolice portu Virtsu. Niedaleko zauważamy rowerzystów sakwiarzy, prawdopodobnie z Polski, gdyż na sakwach mają naklejone znaczki „PL”. Przypuszczalnie wracali z Saremy. Trochę objeżdżamy okolice. Czas podjąć decyzję. Przeprawiać się z samochodem czy pozostawić go na stałym lądzie? Decydujemy się zostawić auto na parkingu, w porcie.
Przy ogólnym zainteresowaniu innych podróżnych pierwsi wjeżdżamy na prom – to nasz pierwszy rejs. Zmierzamy na wyspy: Muhu i Sarema (est. Saaremaa), które w 98 procentach zamieszkane są przez rdzennych Estończyków. Po zejściu na ląd ruszamy, ja kilkaset metrów niepewnie, bo znów uczę się poruszać moim obciążonym rowerem. Chwilę później Marcin zarządza postój i przerwę na posiłek. Zjeżdżając z głównej drogi, robimy rundę bocznymi drogami wzdłuż północnego wybrzeża Muhu.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Mirosław Pieprzycki