okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 10/2011 >> Wyciskanie worka

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Beskid Żywiecki


Wyciskanie worka

Tomasz Dębiec
Zjazd z Hali Rysianki z Pilskiem w tle

Beskid Żywiecki to poważne góry. Różnice wysokości, jakie trzeba tu pokonać podczas pojedynczego podjazdu, nierzadko przekraczają pół kilometra, a w odróżnieniu od sąsiedniego, dość gwarnego Beskidu Śląskiego, pragnący odrobiny spokoju znajdą tu zakątki niemal dzikie.

Trzeba nam było porządnego górskiego wycisku. Sezon dojrzał, forma tak samo. Inaczej niż jak zaraz po zimie – mocna zadyszka nie zapowiadała stanu przedzawałowego. Gotowi byliśmy na podjęcie wyzwania. Bez zahamowań kreśliliśmy na mapie ambitną trasę, ciesząc się z zaplanowanych zjazdów i spodziewanych dalekich widoków z tutejszych polan.
W bojowych nastrojach jedziemy do Ujsoł w sercu Żywiecczyzny. To miejsce, w którym przed ambitnym bikerem otwiera się szeroki wachlarz możliwości. Miejscowość ta znajduje się u wylotu tak zwanego Worka Raczańskiego. Ów „worek” to nic innego jak obszar wyznaczony przez naszą granicę państwową ze Słowacją. Jak nietrudno się domyślić, kształtem przypomina... to, na co wskazuje nazwa. Teren ten, jak na zachodnią część naszych Karpat, można określić jako dziki i stosunkowo odludny. Jeszcze kilka wieków temu owa dzikość objawiała się wyjątkowo dużą liczbą bytujących tu band zbójeckich, według podań miało ich tu być nawet 200.
Nie licząc zbytnio na odnalezienie zakopanych przez opryszków skarbów, ale też nie lękając się grabieży z ich strony, ruszamy na podbój Worka Raczańskiego i jego okolicy. Na początek planujemy tylko lekko o niego zahaczyć, by pod koniec dnia wrócić do jego serca na nocleg. Ruszamy z Ujsoł i kierujemy się przez Złatną do hali Rysianka. Asfalt kończy się po dziesięciu kilometrach, a nachylenie drogi znacznie wzrasta. Czarny szlak nie jest łatwy, ale da się wszystko podjechać. My jednak tacy zasadniczy nie jesteśmy i miejscami oszczędzamy siły, podchodząc z buta. Z hali chcemy się kierować w stronę granicy i dalej na Pilsko, nie czekamy jednak, aż nasz szlak spotka się z czerwonym, tylko robimy skrót wprost przez łąkę. Jak to zwykle bywa w podobnych okolicznościach, opcja kombinacyjna okazała się bardziej męcząca niż grzeczne przemieszczanie się szlakiem.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Tomasz Dębiec